RSS
piątek, 06 lutego 2009

Było niedawno o penisie, teraz jest trochę podobnie. Najważniejsza informacja w powiecie lidzbarskim, news znajdujący się na pierwszym miejscu lidzbarskiego działu wm.pl: 19 latek chodził pijany z kumplami i pokazał tyłek do kamery. Zdarzenie to zarejestował monitoring. Szczegóły sprawy, a nawet galerię zdjęć z całego zdarzenia z ową dupą w roli głównej można zobaczyć tutaj: http://gazetaolsztynska.wm.pl/Cztery-litery-w-kamerze-kosztowaly-500-zlotych,63500?img_id=1&pg=1#shrtctgal

Niewątpliwie, to całkiem wesołe zdarzenie mogłoby stać się przyczyną głębszej refleksji. W swoich rozważaniach napomknąłbym coś o tym, że każdy kiedyś chuliganił, a teraz już się nie da. Można by też zacząć filozofowanie o tym, że powszechna obecność kamer sprawia, iż człowiek w świecie przyszłości będzie człowiekiem inwigilowanym, że będziemy żyć w matriksie, a każdy nasz ruch zarejetruje oko Wielkiego Brata... 

Można też wysnuć refleksję smutniejszą: nie tak daleko od Lidzbarka, w Stoczku Klasztornym, mieszka sobie pewien pan. Ten pan ma syna, który dojeżdża do szkoły do Lidzbarka. Chciał mu wykupić bilet, ale okazało się, że musi zapłacić za  cały bilet miesięczny, chociaż autobus jeździ tylko w dni nauki szkolnej, a w lutym są ferie - dwa tygodnie. Bile kosztuje  117,81zł. 

Policzmy: luty jest najkrótszym miesiącem roku, ma 28 dni. 1 luty to była niedziela. Następnie mamy 14 dni ferii zimowych. Najszybciej więc syn mieszkańca Stoczka Klasztornego pójdzie do szkoły 16 lutego, w poniedziałek. Należy jeszcze odliczyć weekendy. Wniosek: za 10 dni dojeżdżania  ze Stoczka Klasztornego PKS żąda około 118 złotych! Czyli za przejazd 12 kilometrów ze wsi do miasta PKS żąda prawie 6 złotych. Tymczasem, na zwykłym, jednorazowym bilecie za 6zł można przejechać około 20 kilometrów. Wniosek: syn powinien kupować codziennie bilet jednorazowy. Już mi lekko zapachniało Bareją.

A terac chciałbym odnieść się do kilku komentarzy pod artykułem:

niejaki PKSsss walnął bzdurę:

"Szanowny Panie. Może już dosyć tego pseudokomuszego myślenia? Wychodzi na to, że należność (koszt + marża) za 2 tygodnie wożenia wynosi właśnie owe 117 złotych. Oznacza to, że Pański bachor dojeżdża pozostałe 2 tygodnie ZA DARMO! Oczywiście w teorii, bo w praktyce dopłacamy do tego my wszyscy (podatnicy)!!!
- To ja się pytam: Gdzie tu sprawiedliwość!?
Może wreszcie dosyć!!!"

Jest to oczywista głupota, ale potrzeba zacytować jeszcze jeden komentarz, aby uzasadnienie moje było w pełni klarowne. Internauta "k" napisał:

"Wniosek: nie ma co liczyć na obniżki, bo ludzie którzy muszą korzystać z komunikacji, dojeżdżać do szkoły czy pracy i tak dalej będą korzystać ze środków masowego transportu. PKS i prywaciaże mają nas gdzieś. Liczy się czysty zysk."

Otóż, usługi transportowe, takie jak kolej czy PKS, zaliczymy do usług publicznych - usługi te, w ramach ustawodastwa WE, mają być nie tylko dostępne każdemu obywatelowi, ale i ich jakość powinna być coraz wyższa.

Nie ma więc racji PKSsss, twierdząc, że to jest komunistyczne myślenia. Myślenie jest jak najbardziej racjonalne. W normalnym kraju (bardzo używany u nas zwrot - "w normalnym kraju"...) obywatel ma prawo nie tylko zapłacić odpowiednią cenę, ale ma przede wszystkim mieć realny dostęp do usług transportu pasażerskiego.

Nie ma też racji, mówiąc, iż niesprawiedliwe jest dopłacanie z podatków do onego PKS-u. Owszem, w ramach sprawiedliwości społecznej jest to jak najbardziej uzasadnione. Jak napisał/a "k" - ludzie chodżą do szkoły, jeżdżą do pracy i niestety - muszą jeździć. 

Już teraz w niektórych gminach, coraz częściej organizowane są przetargi na dowożenie dzieci do szkół. To właśnie na samorządach i rządzących spoczywa obowiązek zapewnienia transportu publicznego. I nawet jeśli w wiosce mieszka jeden, stary drwal, to zgodnie z europejskimi dyrektywami, musi mieć w tej wiosce skrzynkę pocztową. I nawet jeśli przebudowano drogę z Olsztyna do Lidzbarka, to autobus nie pędzi przed siebie, tylko zjeżdża i do tego Barcikowa zajeżdża, czego wielu z nas - mieszkańców regionu, doświadczyło na własnej skórze.

Zainteresowanym polecam rozporzadzenie Parlamentu Europejskiego i Rady z 23 X 2007, dotyczące usług publicznych w zakresie kolejowego i drogowego  transportu pasażerskiego:

http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:L:2007:315:0001:0013:PL:PDF   

Tymczasem, póki co, my mamy PeKaEs i cwaniaków. I prawie 120 złotych za  dwa tygodnie dojeżdżania do szkoły. Życzę Państwu miłego dnia!  

 PS.

Zapomniałem o refleksji smutniejszej. Refleksja smutniejsza: Homo homini dupus est. W wolnym tłumaczeniu - człowiek człowiekowi jest dupkiem. 

03:55, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 lutego 2009

Kto gra szachy, wie, że strategicznego pola trzeba bronić. Najlepiej postawić tam jakiegoś swojego konia albo pionka, który samą tylko swoją obecnością mąci przeciwnikowi wszelkie strategie. Kiedy pionek ten jest zagrożony, należy go podeprzeć. Gońcem, wieżą, albo nawet i hetmanem.

Strategicznym miejscem jest stanowisko prezydenta Olsztyna. Sytuacja wygląda krucho i Platforma wspiera Krzysztofa Krukowskiego swoimi głównymi siłami. Pierwszy przyjechiał goniec - niejaki Stanisław Gawłowski, sekretarz stanu z ministerstwa ochrony środowiska. Nie przyjechał z pustymi rękoma - sypnął od razu 150 milionami pożyczki z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, dzięki czemu olsztynianie nie będą musieli płacić ze swoich rachunków za przebudowę sieci wodno-ściekowej. Ale to tylko początek.

Jak mówi Gazeta Wyborcza, przyjechać mają kolejne laufry z Warszawy: minister sportu Mirosław Drzewiecki, minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska, wiceminister gospodarki Adam Szejnfeld, minister infrastruktury Cezary Grabarczyk. Przyjechać ma też potężna wieża - Grzegorz Schetyna.

W końcu objawić się ma mieszkańcom Olsztyna sam hetman Tusk, który na specjalnie nakręconym, krótkim spocie (można odnaleźć  go chociażby na NewsBarze), zachęca już dzisiaj olsztynian do głosowania na Krzysztofa Krukowskiego (http://www.youtube.com/watch?v=kCSfHApaelA). Hetman Tusk prezentuje się wytwornie i mądrze na tle regałów zastawionych pięknie oprawionymi książkami. W tle słychać dźwięki relaksacyjnej muzyki, która wprowadza widza w dobry nastrój. Następnie, gdy jesteśmy już pozbawieni sceptycyzmu, a książki i kojący głos Donalda Tuska rozproszyły nasze wątpliwości, pojawia się Krzysztof Krukowski. W prostych słowach mówi, że wielu z nas go zna, że jest wykładowcą na uniwersytecie. Mądrość i kompetencja biją ze słów obydwu panów. I już jesteśmy ugotowani.

Swojego pionka, a może nawet konia, popiera też PSL. Jak donosi Newsbar, Waldemar Pawlak: "przyjedzie w poniedziałek 9 lutego popierać Grzymowicza. Rano spotka się ze studentami w auli TWP, a po południu w Villi Pallas z przedsiębiorcami" (http://newsbar.pl/3414/partyjny-desant#more-3414). W dobie kryzysu, pokazujący w mediach show pt. "szukamy 17 miliardów", premier i minister gospodaki, wydawało by się, że mają ważniejsze zajęcia niż mówienie olsztynianom kogo mają wybierać. 

Wg. NewsBara możemy też spodziewać się wizyty Jarosława Kaczyńskiego, ponieważ Prezes PiS również musi wesprzeć "niemrawą" kampanię Jerzego Szmita. 

Średniowieczni filozofowie mawiali o sobie, że są "karłami na ramionach olbrzymów", ponieważ to, że widzą dużo, zawdzieczają filozofii antycznej, która pokazała im szerszą perspektywę. Właśnie dzięki ramionom olbrzymów można wspiąć się na szczyty. Czy powie o sobie w ten sposób Krzysztof Krukowski w drugiej połowie lutego? 

PS.

Tymczasem przebudowa alei Piłsudskiego została skreślona z listy inwestycji dofinansowanych przez Unię. 

http://gazetaolsztynska.wm.pl/Przebudowa-alei-Pilsudskiego-zostala-skreslona-z-list-inwestycji-dofinansowanych-z-Unii,63306

01:37, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 lutego 2009

Istnieje piękna rzecz - wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Takie fundusze, powołane ustawą Prawo ochrony środowiska, należą do tzw. "funduszy celowych". Mają swoje cele działania, np. dofinansowywanie określonych projektów, mają swoje źródła finansowania, rady nadzorcze, zarządy. Jest to bardzo piękna idea - służyć ochronie wody, powietrza, flory, zwierzątek, ptaszków... Właśnie - ptaszków.

 Zgodnie z art. 413 ust. 5 pkt. 5 ustawy Prawo ochrony środowiska, w skład rady nadzorczej takiego funduszu wchodzi:

5) przedstawiciel organizacji ekologicznej zgłoszony przez organizacje działające i posiadające struktury organizacyjne na terenie danego województwa i cieszący się poparciem największej ich liczby

Jak to się ma do rzeczywistości?

Przypomnijmy sobie jak to się odbyło w naszym województwie trzy lata temu. W artykule Gazety Wyborczej, Olsztyn z 14.02.2006r. możemy przeczytać, iż trzy lata temu na miejsce zarezerowane dla przedstawiciela organizacji ekologicznej wszedł niejaki Miron Sycz, słynny ze swoich afer i umorzeń śledztw poseł PO. 

Tenże Miron Sycz, jak większość naszych polityków, tłumaczył się wtedy w pożałowania godny sposób: "Nie jestem działaczem organizacji ekologicznych, ale to świadczy na moją korzyść, bo nie będę za nikim konkretnym lobbował". Panie Sycz, to, że nie jest pan przedstawicielem organizacji oznacza przede wszystkim, że będziesz tam siedział wbrew ustawie.

Jeszcze lepsze kwiatki Miron Sycz zasolił, gdy mówił, że nie wie, kto konkretnie go popiera: "Jestem znanym społecznikiem i przedstawiciele orgnizacji ekologicznych sami wysyłali listy poparcia dla mnie. Ja nikogo o to nie prosiłem, dlatego nie wiem, ile ich było". No tak, organizacje ekologiczne wysłały tysiące anonimów do "znanego społecznika" z prośbą o to, aby siedział w radzie nazdzorczej. Bardzo wiarygodna wypowiedź.

Ale zostawmy w spokoju już posła Sycza, to było trzy lata temu. Zapomnijmy już i wybaczmy mu, że chociaż był wtedy przewodniczącym sejmiku, to nie widział nic złego w tym, że kandyduje, chociaż to sejmik zatwierdza skład rady nadzorczej funduszu. Poseł Sycz uważał wtedy, że to nic złego, bo: "Fundusz jest organem założonym przez samorząd wojewodztwa i ten powinien mieć dużo do powiedzania". Pomijając żądzę władzy chciałbym zaznaczyć, że Fundusz nie jest żadnym organem, tylko funduszem celowym w rozumieniu ustawy o finansach publicznych, posiadającym osobowość prawną.

Artykuł ten można znaleźć na stronie www.stop-rakowi.pl, którą poświęcono w całości dla przedstawienia działalności tej barwnej postaci.

 Jak to jest dzisiaj?

Otóż w ubiegłym tygodniu sejmik zmienił skład rady nadzorczej Funduszu. Jedna zmiana wydaje się być szczególnie interesująca. Za Tomasza Miętkiewicza, który reprezetował Warmińsko-Mazurski Klub Biznesu, wszedł do rady Jan Harhaj.

Kim jest owa postać? Jest to rady wojewódzki PO z Lidzbarka Warmińskiego i to już powinno wzmóc naszą czujność. Następnie należy dodać, iż jest on przewodnicząym sejmikowej komisji ds. mniejszości narodowych i etnicznych, co powinno już sprawić zapalenie się czarwonej, alarmowej lampki w naszym umyśle. Kto śledzi życie polityczne regionu wie dobrze, że Jan Harhaj jest dobrym znajomym Mirona Sycza. Tu już nie ma miejsca na ostrzegawcze lampki, tu syrena alarmowa wyje już na całego. Po prostu - Jan Harhaj to swój człowiek. Z profesji - przedsiębiorca budowlany.

 Na zakończenie przypomnę, że to Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej jest tą instytucją, która sfinansowała posłowi Syczowi jego słynną, "ekologiczną" wiatę. 

Niewątpliwie - w naszym województwie mamy bardzo wziętych ekologów. Powinniśmy być z nich dumni. Powtarzając za artykułem, na który się tutaj powołałem, dodam tylko, że miesięczna dieta członka rady nadzorczej Funduszu to 1,5 tysiąca złotych.

No i mnóstwo pieniędzy do rozdania. Pytanie: kiedy poseł Sycz napisze kolejny ekologiczny projekt? Czy w swoim niemal prywatnym liceum stworzy jakiś specjalny ukraińsko-ekologiczny projekt edukacyjny? A może przerobi liceum na technikum leśne? W końcu lasów ci u nas dostatek, a wyrąbane przez uczniów na praktykach drewno można by sprzedawać. Na wszystkim da się ukręcić biznes. Na wszystkim. Jak oni to robią?   

01:37, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (2) »
sobota, 31 stycznia 2009

"Tylko kandydat PO poszedł na galę samorządowca" - donosi Gazeta Wyborcza, o. Olsztyn:

(http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,48726,6212613,Tylko_kandydat_PO_poszedl_na_gale_samorzadowca.html)

Nie dlatego, że pozostali kandydaci mieli akurat imieniny szwagra, czy też postanowili sobie zwyczajnie olać ważną imprezę. Sugestywny tytuł "Gazety" naprowadza jednak myśl ludzką na takie domniemanie - tylko jeden poszedł, to znaczy, że tylko jeden jest porządny. Nic bardziej błędnego.

Cały SKANDAL polega na tym, że zorganizowana za publiczne pieniądze gala w Teatrze im. Jaracza była de facto wewnątrzpartyjną hucpą PO. 

Na uroczystości tej, podczas której wręczano m.in. statuetki św. Jakuba, przewodniczący rady miasta Zbignew Dąbkowski powitał "kandydatów na prezydenta Olsztyna". Nie wiem, ile sarkastycznego humoru nosi w sobie ten człowiek, biorąc pod uwagę, że jedynym obecnym kandydatem był Krzysztof Krukowski z PO.

I nie byłoby w tym nic złego, jeśli pozostali kandydaci by po prostu nie przyszli, bo nie skorzystali z zaproszenia. Tymczasem, jak mówi Dąbkowski, nie było zaproszeń. Tłumaczy, że przecież każdy mógł przyjść. Poza tym to nie do końca tak, bo podczas przypadkowego spotkania w ratuszu z Jerzym Szmitem, powiedział mu, że "może przyjść". 

Pytanie: Czy przewodniczący rady ponad 200-tysięcznego miasta, stolicy regionu, jest chamem? Odpowiedź wg. mnie brzmi: Tak, jeśli oganizując tego rodzaju imprezę, nie wysyła imiennych zaproszeń jak w cywilizowanym kraju, to jest chamem. Co więcej - bez żadnego zażenowania opowiada w mediach w jaki sposób zaprasza się w Olsztynie lokalnych polityków na "galę samorządowca" - poprzez przypadkowe spotkania w ratuszu. Całe szczęście, że pan Dąbkowski nie spotkał na zakupach pana Grzymowicza, bo mógłby mu powiedzieć: "Cześć, wpadniesz na galę?". Mógłby też sptkać Bogusława Rogalskiego, gdy ten wynosi śmieci, albo panią Ciborowską, odbierając garnitur z pralni. 

Jako Książę wiem dobrze, że nie wystarczy ubrać tenże garnitur, zrobić poważną minę i usiąść w stylizowanym, teatralnym fotelu, aby być człowiekiem z klasą. Na początek proponuję Platformie krótki kurs savoir-vivre w podziemiach mojego pałacu. Tylko nie zapomnijcie słomy wyciagnąć! 

02:03, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (2) »
czwartek, 29 stycznia 2009

Termy w Lidzbarku Warmińskim to projekt znany od dawna i odgrzewany co jakiś czas. Na ich temat rozpisują się gazety, jeden radny starostwa lidzbarskiego założył nawet bloga poświęconego termom:

http://www.samorzad.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?354956

I wszystko byłoby fajnie, tylko ludzie ciagle są nieufni. Mówią, że z zazdrości, że to polskie malkontenctwo i tak dalej. To bardzo tendencyjne gadanie. I obawiam się, że nieufność w przypadku term jest uzasadniona. 

Po pierwsze: Co się robi najpierw - stawia fundamenty czy buduje ściany i dach? Oczywiście, najpierw zaglądamy pod ziemię. Fundamentem dla term, podstawą ich bytu, są wody geotermalne. Wypadałoby więc najpierw dokonać badań, a potem decydować o lokalizacji. U nas jest na odwrót - wiadomo, że termy mają być w pobliżu wylotu na Olsztyn. Tymczasem, jak napisał na swoim blogu radny Bohdanowicz w artykule z 15.05.2007 ( http://www.gazetaolsztynska.wm.pl/Termy-Warminskie-szansa-dla-regionu,24144 ):

"Jedyną strefą, która utrzymuje wystarczające ilości wody i temperatury geotermalnej jest kambr. Strefa kambru regionu leży na zachodzie powiatu (Orneta) głębiej niż na wschodzie powiatu (Lidzbark), dlatego też możliwe jest poprzez głębsze odwierty wydobycie wody o wyższej temperaturze. W strefie głębokiej 2000-2400 k poniżej poziomu można wydobyć wodę o temperaturze 50-60 ° C. Na wschodzie przy ca. 1800 m kończy się warstwa kambryjska bogata w wodę geotermalną i dlatego uzyskuje się wodę o temperaturze tylko 37 ° C. Porównanie pomiędzy lokalizacjami koło Ornety i lokalizacjami koło Lidzbarka wychodzi na korzyść miasta Orneta, ponieważ można tutaj oczekiwać wyższych temperatur wody termicznej i dostępność jest trochę lepsza."

I chyba dla każdego jest jasne, że lokalizując termy w okolicach Ornety mielibyśmy prawdziwe ciepłe kąpiele, ba - SPA dla Warszawiaków w okolicach pięknego Krosna byłoby czymś wspaniałym. Tymczasem  termy muszą być w Lidzbarku. Jeśli woda okaże się za zimna, to zatrudni się ludzi do podgrzewania. Albo będzie się przewozić ją z Ornety w beczkowozach - wielkich termosach. Swój artykuł sprzed ponad 1,5 roku radny Bohdanowicz kończy w ten sposób: 

"Ostateczne słowo o lokalizacji budowy term powinno należeć do ekspertów i ewentualnych inwestorów. Nie daj Boże! - aby o tym decydowali politycy, którzy najlepszą inicjatywę potrafią, mówiąc delikatnie 'popaprać'"

I jak tu się z radnym nie zgodzić?

Tymczasem, zapatrzony w świetlaną wizję zbawczych term, starosta lidzbarski, w udzielonym niedawno wywiadzie (http://lidzbark-warminski.wm.pl/Nie-bedzie-przejscia-przez-most,62630) mówi, że przez zamknięty i walący się w centrum Lidzbarka most przejścia nie będzie. I tymczasowej kładki też nie będzie. I wojsko też nie zbuduje żadnej prowizorki. A w ogle to nic nie wiadomo. Jak termy będą, to tak wszystkim oczy zbledną, że żaden most nie będzie w Lidzbarku potrzebny, bo wszyscy nauczą się pływać.

 A propos' - przypomniała mi się historia z Białej Podlaskiej. Pewien milioner z Turcji miał tam zbudować wieżowce, tor Formuły 1, uniwersytet i coś tam jeszcze. Tak się wszyscy cieszyli i niedowierzali na przemian. Zupełnie jak z termami.

Orneto, nie czekaj! Jeśli przegrałaś termy w urzędach, to nie znaczy, że nie będziesz ich miała. Znajdź inwestora, który pogrąży Lidzbark i stworzy Prawdziwe Termy - bez głupiego rozmachu, fajerwerków i obiecanek, ale z ciepłą wodą i z głową. Z głową przede wszystkim.

02:53, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (1) »
niedziela, 25 stycznia 2009

W naszym kraju akcja serialu Alternatywy 4 dzieje się dalej, nie zważając na to, że minęło 20 lat od czasów Okrągłego Stołu. Konkretnie w Olsztynie - mieście ludzi uwięzionych w spółdzielcze sidła. Wchodząc na stronę www.olsztyn.wm.pl można zaobserwować trzy następujące po sobie artykuły, które zawierają opis poczynań instytucji z magicznym słowem SPÓŁDZIELNIA w nazwie.

Pierwszy z nich zatytułowany jest "Parkowanie dla wybranych" i opowiada o tym jak spółdzielnia Pojezierze ustawiła szlaban i na parking wpuszcza mieszkańców wybranych przez siebie bloków.

Drugi zatytułowany "Miedza prezesa dzieli " opowiada jak Przes Olsztyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej ogradza blok przy ul. Iwadzkiewicza 10. Co ciekawe - autor artykułu pisze: "Kiedy pisaliśmy o grodzeniu terenu przy ul. Rataja, prezes Olsztyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej pytał, czy oglądaliśmy "Samych Swoich". I dodał, że grodzeniem po gospodarsku wyznacza miedzę". No cóż, jeżeli w tym kraju wzorem do naśladowania dla prezesów wielkich jednostek własnościowych są bohaterowie "Samych Swoich", to pogratulować im tylko umiejętności autokomrpomitacji. Bardziej idiotycznego wytłumaczenia chyba znaleźć nie mógł.

Trzeci artykuł, poświęcony Spółdzielni Jaroty, opowiada o tym jak mieszkańcy tejże spółdzielni dostali alternatywę: albo likwidacja zsypów na śmieci, albo wymiana. Bez pytania o zdanie spółdzielnia domaga się opłaty na ten cel, średnio w wysokości ok. 2000zł. Oczywiście istnieje oficjalny fundusz remontowy, ale co z tego. Płacić to płacić. 

Podsumowując można stwierdzić, że komuna żyje u nas w najlepsze. To dosyć banalny i oczywisty wniosek.  Można też stwierdzić, że prezesi olsztyńskich spółdzielni zajmują się głównie stawianiem szlabanów, ogradzaniem "po godpodarsku" i dawaniem ludziom wyborów w stylu: źle lub niedobrze. No cóż, divide et impera. Dziel i rządź. 

 http://gazetaolsztynska.wm.pl/Parkowanie-dla-wybranych,61582

http://olsztyn.wm.pl/Miedza-prezesa-dzieli-mieszkancow,58492

http://olsztyn.wm.pl/Spoldzielnia-Jaroty-i-decyzje-zarzadu,62699

02:00, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 stycznia 2009

Mój blog działa - stwierdzam z przyjemnością. Ludzie dzielą się ze mną tym, co zauważyli. Ostatnio otrzymałem sygnał z powiatu bartoszyckiego. Jest taka strona do oceniania polityków - www.dobrzypolitycy.pl. Co ciekawe - jeśli chodzi o radnych powiatu Bartoszyce, uderza w oczy szczególnie niska średnia ocen jednego z radnych, niejakiego Mirosława Bogdana Olejnika. Jednak prawdziwe zdziwienie i przereżanie budzi to, co znalazłem w komentarzach dotyczących owej persony.

Żaden chyba z radnych powiatowych w naszym województwie nie ma pod swoim nazwiskiem tak wielu dziwnych, agresywnych i wulgarnych komentarzy. Często - bardzo niedorzecznych. O co chodzi?

 Z lektury komentarzy można dowiedzieć się, iż tenże radny pełni jednocześnie funkcję dyrektora Zespołu Szkół z Ukraińskim Językiem Nauczania w Górowie Iławeckim. I coś mnie oświeciło! To ta sama, słynna, ukraińska szkoła, której dyrektorem był poseł Miron Sycz. Poseł znany z afery z "wiatą' oraz ze sprawy tajemniczych nominacji na dyrektora owej szkoły. To właśnie tej szkoły dotyczył najdłuższy chyba wątek w historii forum Gazety.pl - Olsztyn. A więc to radny Olejnik jest tym tajemniczym dyrektorem, który przejął dyrektorowanie po dyrektorze, który zrezygnował w tajemniczych okolicznościach, po którego rezygnacji zaczęły wybuchać raz za razem górowsko-ukraińskie afery.

Znalazłem stronę internetową tej szkoły i wszystko się potwierdziło. Na www.szkolazdumka.pl można zobaczyć, że faktycznie - dyrektorem szkoły jest Mirosław Olejnik... ale uwaga - "dyrektorem honorowym" jest Miron Sycz. I jakby wszystko stało się jasne. Tam nawet napisane jest wprost, że Mirosław Olejnik jest radnym powiatu Bartoszyce.

No dobra, myślę sobie. Nieważne jakim cudem zdobył stołek tego dyrektora, czy ów Sycz, którego pieskiem nazywają niektórzy komentujący radnego, mu pomógł, czy zdobył może dyrektorowanie w całkiem legalny sposób. Zastanawia mnie jedno - dlaczego co jakiś czas wpisuje się osoba podająca się za "ucznia" lub "byłego ucznia" i... wulgarnie krytykuje nauczycieli tej szkoły, na przykład biologa! Mamy więc już sytuację całkiem patologiczną - na stronie oceniającej działalność radnego wpisuje się były uczeń prowadzonej przez niego szkoły i krytykuje jej nauczycieli! Co więcej, niektórzy wpisujący się mówią, że pod nickiem "były uczeń" kryje się sam radny powiatu. Tej schizofrenii nie jestem w stanie pojąć. Nie jestem też w stanie pojąć tego, że zaraz potem wpisuje się sam bohater całego zamieszania, lub ktoś kto się za niego podaje, straszy wszystkich prokuraturą, mówi, że ciężko pracuje dla powiatu i nic nie rozumie.

Pod nazwiskiem radnego trwa istny festiwal wyzwisk, bulwersów, pomówień i czego tam jeszcze. Anonimowe wpisy oskarżają innych, anonimowych ludzi o zdrady małżeńskie. Dosyć ciekawą koncepcję zaprezentowało kilku gości tej strony. Sugerują oni, że Olejnik i Sycz specjalnie tworzą złą atmosferę wokół szkoły, żeby ją sprywatyzować na cele jakiegoś stowarzyszenia, które to niby pewnie w tym celu zawiązali. Ciekawa koncepcja i słuszna strategia obu panów. Bo jeśli chodzi o mnie - ja swojego dziecka do takiej szkoły nie posłałbym na pewno!

Pozostaje tylko pytanie: kto tak naprawdę rządzi tą szkołą? Radny powiatu, który zdaje się byc sterowany przes aferzystogennego posła? Województwo, którego instytucją jest ta szkoła? No cóż. Narazie mamy małomiasteczkowe bagienko. Pytanie tylko: czemu w tym bagnie topione są publiczne pieniądze?

 

00:51, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 stycznia 2009

Jeszcze nie tak dawno krytykowałem tutaj pewnego dziennikarza portalu WM.pl za zajmowanie się bzdurami typu śniegowe penisy na Naszej-klasie, a już mnie los pokarał i kazał zwrócić mu honor. Tym razem nasz dzielny żurnalista wykrył grubszą sprawę.

Otóż w Działdowie przyłapano na kradzieży radnego miejskiego, 54-letniego członka komisji spraw społecznych i porządku publicznego. Ukradł dwie butelki whisky i kawę.

Teraz rozumiem co mają na myśli stare babcie, gdy nazywają polityków złodziejami. Wcześniej przekonany byłem, że chodzi o jakieś afery, korupcję, powiązania mafijne... Tymczasem słowa starych babć należy interpretować dosłownie i nie wyobrażać sobie niewiadomo czego.

Przepraszam, ale ta sprawa jest tak absurdalna i głupia, żałosna i napełniająca każdego przyzwoitego człowieka niesmakiem, że na tym się skończy moje komentowanie całego zajścia. To jest tak niesamowicie głupia sprawa, że nie wiadomo co by tu jeszcze napisać. Chyba tylko to, że po raz kolejny okazuje się w jakich standardach żyjemy i jaką prowincją jesteśmy. Smutne. A autorowi artykułu - tym razem gratuluję.

http://dzialdowo.wm.pl/Radny-przylapany-na-kradziezy,62329

 (Polecam lekturę komentarzy).

01:01, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 stycznia 2009

Buszując po naszym regionalnym internecie w poszukiwaniu ciekawych newsów do skomentowania nie omieszkałem zajść na "Portal Warmii i Mazur" - www.wm.pl. Na stronie głównej portalu zabłyczczał mi przed oczyma jaskrawozielony zrzut ekranu z "Naszej-klasy". Oto najważniejsza wiadomość w naszym regionie. Cytuję tytuł: "Obsceniczny bałwan wizytówką 'Plastyka'". Afera na miarę naszego biednego regionu!

O co chodzi? - pomyślałem. Okazało się, że absolwent liceum plastycznego w Olsztynie wrzucił na profil swojej szkoły zdjęcie śniegowego bałwana-penisa.

Sprawca zdarzenia tłumaczy się: "Nie ja lepiłem tego bałwana, ja tylko zrobiłem mu zdjęcie i wrzuciłem na Naszą Klasę". Aż strach pomyśleć, czy nie zalewał się łzami. Po chwili dodaje w stylu Zygmunta Freuda: "To portal wspominkowy. Dla mnie to zdjęcie jest wspomnieniem czasów szkolnych, dlatego je tu wrzuciłem. Nie zamierzałem nikogo obrażać. To zwykły bałwan, ale oczywiście każdy zobaczy w nim to, co chce".

Wszyscy więc jesteśmy zboczeni, a najbardziej chyba piszący artykuł dziennikarz, który utrzymuje sprawę w napięciu i udaje się ze skargą do dyrekcji... "To czyn niegodny wychowanka naszej szkoły" - powiedział dyrektor. Jak widać jest bardzo wyluzowanym człowiekiem. Sztywniactwo jak z PRL-u, ale zaraz pomyślałem: przecież musiał się oficjalnie zbulwersować. Nie jeden Gombrowicz już zauważył, że jesteśmy krajem absurdalnych i oficjalnych bulwersów. Dyrektor czerwienieje i odgraża się: "Na pewno któryś z moich pracowników zadzwoni do naszego byłego ucznia i zażąda usunięcia zdjęcia". Mam nadzieję, że nie kazał zadzwonić dla konserwatora Mietka, który w razie czego miał pogrozić niepokornemu absolwentowi kluczem francuskim tudzież gołą pięścią.

Najgłupsza jest jednak w tym wszystkim notka na koniec artykułu. Dziennikarz tłumaczy ludziom, że "Nasza Klasa to portal, który skupia szkolnych kolegów, którzy po wielu latach odnaleźli się w internecie. Ma 16 mln użytkowników". Pytanie: skoro co druga osoba w tym kraju, nie licząc dzieci w wieku od lat 1 do 5, ma konto na "Naszej-klasie", to komu on to tłumaczy? Być może nikomu. Jednak liczy się forma! Forma musi być zachowana - liczy się, aby było typowe dziennikarskie podsumowanko.

Z ciekawości nawet sprawdziłem, czy autor artykułu ma konto na tym nieznanym nikomu polskim portalu z 16 milionami użytkowników. I wiecie co? Nie miał!

Jeśli więc ktoś chce odwiedzić "Portal Warmii i Mazur" to pierwszym newsem, jaki dostrzeże będzie informacja o skandalicznym zdjęciu śniegowego penisa zamieszczonym na pewnym portalu społecznościowym, który się nazywa "Nasza-klasa" i ma 16 milionów użytkowników.

Jeśli chcecie zobaczyć przyczynę zamieszania, to kliknijcie tutaj (artykuł):

http://ww3.wm.pl/Obsceniczny-balwan-wizytowka-Plastyka,62312

 PS:

Mamy bardzo sumiennych dziennikarzy w tym regionie. Dostrzegą każdy szczegół, każde brzydkie zachowanie. Są tak wgapieni w szczegóły, że jak się dzieje coś brzydkiego na górze, to nie widzą. Jak Paszczak z "Muminków" łażą z lupą przy ziemi i badają każde zdjęcie śniegowego penisa, nie widząc, że z góry plują wiadrami...Deszcz pada - mówią. I dalej zajmują się byle czym.

 

02:34, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »

Są dwa przypadki, w których omija się prawo. Pierwszy - jeśli prawo godzi w nasze interesy i trzeba je jakoś ominąć, wiecie rozumiecie, żeby to jakoś wyszło na nasze. Drugi - jeśli prawo jest głupie.

Z którym przypadkiem mamy do czynienia w przypadku Kurii Warmińskiej? Jak donosi "Rzeczpospolita": "Metropolita wysłał 40 duchownych na podyplomowe studia z etyki". Jest to dziwne. Księża przecież z założenia i z racji pełninej funkcji są specjalistami od moralności. Żadne studia nie są im potrzebne, to oni przecież nas uczą o tym co dobre i złe. Musieli zrobić te studia, aby móc uczyć przedmiotu "etyka" w szkołach. Po prostu - taki głupi, formalny, biurokratyczny wymóg. Wiemy już więc, że mamy w przypadku Kurii do czynienia z przypadkiem drugim. Oni to muszą robić, bo prawo jest głupie. Całe szczęście. Bałem się już, że mieli na celu wariant pierwszy, czyli zabezpieczenie swoich interesów, np. jakby rodzice nie posyłali dzieci na religię...

Co ciekawe - "Same studia zorganizował ksiądz prof. Jarosław Michalski, który był kierownikiem podyplomowych zajęć z pedagogiki religii i etyki". A więc ksiądz uczył księży etyki na świeckim uniwersytecie. To też jest dziwne. W gruncie rzeczy przecież i ksiądz profesor z uniwersytetu i ksiądz-student, to księża tego samego wyznania. Wyznają tę samą etykę - Kościoła Katolickiego. Z założenia mają na złe i dobre uczynki takie same poglądy - zgodne z oficjalną doktryną Kościoła. No, ale musieli nauczyć się na uniwersytecie, że istnieją również inne etyki, nie koniecznie chrześcijańskie. Wiadomo, taki głupi, biurokratyczny wymóg. 

Biskup Tadeusz Pieronek nie widzi w tym nic nadzwyczajnego. Zakazanie księżom prowadzenia zajęć z etyki byłoby wg. niego dyskryminacją. Teoretycznie ma rację. Teoretycznie też - etyka to inny przedmiot niż religia. Księża-etycy na swojej podyplomówce uczyli się o systemach Hegla, Kartezjusza i Kanta. Teoretycznie więc prowadząc lekcje etyki, zupełnie rzetelnie będą opowiadać o świeckich filozofach. Teoretycznie - poświęcą nauce Kościoła proporcjonalnie tyle godzin lekcyjnych, na ile ważna była ona dla rozwoju etyki jako dyscypliny filozoficznej. Teoretycznie.

Mój szacunek wzbudza proszący o anonimowość wykładowca teologii UWM, też ksiądz, który wali prosto z mostu: "Młodzież nie chce chodzić na religię i wybiera etykę. A tam znów ma zajęcia z tym samym księdzem od religii. To niedorzeczność".  To co mnie smuci - to fakt, że prosi o anonimowość. I zapewne nie dlatego, że jest to wybryk jego fantazji.  

Artykuł:

 http://www.rp.pl/artykul/249545.html

01:42, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5