RSS
sobota, 02 maja 2009

Towarysze i Towarzyszki!

Z wielką i nieuzasadnioną histerią świętujemy dziś 5. rocznicę wstąpienia polski do Sajuza Abjednanych Jewrapiejskich Riespublik. Nasza walka była pełna zmagań z konserwatywnymi wrogami, ale w ostatczeności klasa inteligencji, robotników i chłopów miast i wsi zwyciężyła!

Nasza Trybuna, czyli "Gazeta Wyborcza" w dodatku olsztyńskim dokładnie opisuje nasze sukcesy:

http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,48726,6562368,Unia_Europejska_z_nami__my_z_Unia_Europejska.html

Popatrzmy więc:

"W piątek minęło pięć lat, odkąd Polska jest w UE. Wszyscy liczyli na zagraniczne inwestycje, pieniądze na ochronę środowiska, edukację, pewne było, że będą środki na budowę dróg."

No to się przeliczyli! Albowiem zagraniczne inwestycje to tyle co nowy Carrefour i Biedronka. Jak te "zagraniczne inwestycje" zapłacą u siebie podatki, to część z tych podatków wraca do Polski i okrzykiwane jest mianem "dotacji unijnych" i wszyscy się cieszą.

Podobnie, niedawno w jakimś artykule czy tam raporcie opisywano, że dzięki wstąpieniu do UE "wzrosła mobilność Polaków"...

"Tymczasem Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wyliczyła, że najwięcej z funduszy unijnych na rozwój rolnictwa i obszarów wiejskich dostały właśnie Warmia i Mazury, średnio na gospodarstwo przypadło ponad 66 tys. zł. "

Ciekawe, że nie Śląsk.

Inna prosta refleksja - w jakim to ustroju ludzie są dumni, że coś dostali z góry, a nie się dorobili? W kapitaliźmie?

"Ojciec Marka Popisa prowadził gospodarstwo. Po studiach pan Marek postanowił pójść w jego ślady. Nie dlatego, że nie miał kto przejąć ojcowizny. To był jego świadomy wybór. - Od zawsze chciałem to robić."

Hmm... świadomy wybór? Zapewne! Bo w ten sposób ojciec pana Marka dostał zapewne rentę strukturalną i mógł pójść odpoczywać na zieloną koniczynkę, a gospodarkę przejął młody. Zwyczajnie im się to opłaciło, więc na pewno świadomy wybór. Brawa za zaradność i umiejętność wykorzystania okazji. Ale żeby od razu do tego ideologię dorabiać? Ech.. Oczywiście, nie przeczę, że mógł od zawsze chcieć to robić. Zwracam tylko uwagę na to w jaki sposób GW buduje atmosferę pięknego spełnienia marzeń dzięki UE.

"Jednego jest pewien. Na pewno nie jest gorzej niż pięć lat temu. - Mamy wspólny europejski rynek. Jeśli nie kupi ode mnie Polak, to kupi Niemiec - mówi. - Jak potrzebuję maszyny rolniczej do gospodarstwa, to szukam lepszej oferty, obojętnie - w Polsce czy na Zachodzie."

No tak. A na wspólnym, europejskim rynku są też większe firmy, które mają więcej pieniędzy i mogą bardziej udawać, że są normalne, bardziej korumpować i bardziej lobbować. W tamtym tygodniu, jadąc pociągiem, słyszałem rozmowę biotechnologa z lekarzem. Lekarz opowiadał o pewnej, zagranicznej fermie krów, która rozłożyła się gdzieś w południowej Polsce (nie powiem gdzie) i wszczepia krowom zarodki sprowadzane z rodzimego kraju. Problem polega na tym, że krowom... urywają się wymiona. No, ale nie ma to jak wspólny, europejski rynek.

Na tym wspaniałym, wspólnym, europejskim rynku mamy żywność modyfikowaną genetycznie [patrzcie na jogurty i kisiele!], mamy krowy z pourywanymi wymionami i BSE, mamy też określaną urzędowo krzywość banana.

"I chciałbym, żeby zostało wprowadzone euro, bo to korzystniejsze przy pozyskiwaniu dotacji z funduszy strukturalnych."

A ja bym nie chciał, bo prawo emisji własnego pieniądza to jeden z podstawowych elementów polityki finansowej państwa. To ekonomiczny kaftan. Jeśli nasza gospodarka będzie potrzebowała obniżki stóp, nie zdecyduje o tym NBP, tylko EBC, a on się nie będzie kierował losem Polski.

Całej strefie euro PKB skurczy się w tym roku o kilka procent, my nie mamy euro i podobno najlepiej radzimy sobie z kryzysem. Czy może mi ktoś łopatologicznie wytłumaczyć, dlaczego niby mamy tam wchodzić?

Dobra, tyle w sferze moich poglądów na pewne sprawy, a teraz kilka smutnych FAKTÓW:

po pierwsze - Unia Europejska od września 2009 wprowadza zakaz sprzedaży zwykłych żarówek 100-watowych, a do 2012 r. będą wycofane wszystkie tradycyjne żarówki. Oznacza to, że mieszkańcy 27 krajów Europy będą się ślepić od 2012r. przy halogenkach, zimnym świetle LED-ów lub też przy świetlówkach "energooszczędnych", które męczą wzrok. Chciałbym też przypomnieć, że światło zwykłej żarówki jest najbliższe światłu naturalnemu. Oczywiście powodem tego idiotyzmu jest walka z tzw. "globalnym ociepleniem", a dowodem na to, że jest to czysty kretynizm jest wywiad z profesorem fizyki oświetlenia Politechniki Warszawskiej, który możecie znaleźć w aktualnej ANGORZE.

po drugie - UE indoktrynuje polskie dzieci każąc się uczyć bzdurnych wierszyków, jak za PRL-u: "Rodziców najbardziej zaskoczyło i zbulwersowało, gdy ich pociechy recytowały fragment "Do Unii też należeć chcę, to drugi dom, więc cieszę się". Taką naukę wynoszą maluchy z podręcznika "Nasza klasa".

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/19904

po trzecie - PO wprowadza ustawę medialną, która ma zakazać krytyki integracji europejskiej w publicznych mediach

po czwarte - nasze wejście do UE spowodowało "wzrost mobilności Polaków". Czy zadowala Was fakt, że milion młodych i starych, mniej i bardziej uzdolnionych ludzi pracuje na rachunek i dla Zachodu, a w naszym kraju czołówki gazet zajmuje walka Palikota z Prezydentem?

http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30&w=94747400 

Czy zadowala Was fakt, że zamiast stworzyć coś dla tego kraju, nasi politycy pozbyli się problemu i oddali władzę Brukseli, stając się jedynie aparatem do implementacji dyrektyw? Jeśli pozbyli się odpowiedzialności za własne decyzje oraz prawa do stanowienia prawa [tak, właśnie tak], to może pozbyliby się również pensji?  

Przepraszam, jeśli zepsułem komuś humor.

 

00:28, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (8) »
sobota, 18 kwietnia 2009

Wracam po świętach na warmińsko-mazurską ziemię, patrzę i widzę, że znowu głupota się szerzy.

Na przykład wchodzę sobie na wm.pl i widzę artykuł o takim podtytule: "Nawet o połowę mniej niż ich koledzy po fachu zarabiają młode dziewczyny zaraz po studiach. Największe różnice są w tzw. wolnych zawodach". Tytuł artykuły zaś brzmi: "Dziewczyna dostanie mniej".

http://praca.wm.pl/Dziewczyna-dostanie-mniej,68771

Hmm... w wolnych zawodach? A ja zawsze myślałem, że wolny zawód jest wolnym zawodem. A oznacza to przede wszystkim, że pracuje na własny rachunek.

Przykłady wolnych zawodów:

po pierwsze - zawody zaufania publicznego, np. notariusz. Pensję notariusza określa rozporządzenie wydawane na podstawie ustawy - prawo o notariacie. Wątpię, aby w tym rozporządzeniu było określone, że "chłopaki dostają więcej", a "dziewczyny dostaną mniej".

po drugie - na przykład lekarz mający samodzielną praktykę. Jak idę do pani dentystki, to nie ma tak, że pan dentysta bierze 100, a pani dentystka tylko 50 i więcej nie może, bo jest "dziewczyną". Też mi się nie zgadza.

No to co? Gdzie te dziewczyny dostaną mniej? Radca prawny? Architekt? Tłumacz przysięgły? Coś mi się zdaje, że to bzdura jest z tą gorszą sytuacją w wolnych zawodach. Sądzę raczej, że zła sytuacja panuje w prywatnych firmach, gdzie pracuje się na podstawie umowy o pracę. Wedy rzeczywiśce, szef może dać dziewczynom mniej.

Jeśli się mylę, to proszę, aby ktoś mi wytłumaczył w komentarzu "jak krowie na rowie" dlaczego się mylę, bo to ciekawe...

Natomiast rozbraja mnie infantylizm portalu wm.pl. Szczytem wszystkiego jest sonda pod artykułem, gdzie na pytanie: "Kobiety powinny zarabiać...", można udzielić odpowiedzi:

a) więcej niż mężczyźni, bo są mądre i bardziej pracowite

b) mniej niż mężyczyźni, bo są głupsze i bardziej leniwe

c) tyle samo

Rzeczywiście, bardzo "mONdra" jest ta sonda. Budująca, przemyślana, a feministyczna odpowiedź b) bije wszystko. No, ale nie o to chodzi przecież w mediach, żeby było mądrze, prawda? Ważne jest, żeby był show, żeby wszyscy się bawili i żeby każdy miał prawo zagłosować, nawet jeśli każda z odpowiedzi jest głupia.

To zupełnie jak w demokracji. Też każdy ma prawo iść na wybiory i zagłosować, nawet jeśli warianty odpowiedzi są takie beznadziejne.

05:16, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (1) »
wtorek, 07 kwietnia 2009

Pisałem niedawno o świetnym menagerze, panu Głażewskim. Niemniej świetnymi menadżerami regionu są marszałek i wicemarszałek województwa. Borykają się z trudnym problemem - trawa porasta tory kolejowe i przeszkadza jeździć szynobusom!

 http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,48726,6468512,Kompromitacja__chwasty_zwalniaja_szynobusy.html

"Jednak pojawił się problem stanu technicznego torowisk na trasie Olsztyn-Braniewo. - A dokładnie fakt, że torowiska są w wielu miejscach porośnięte trawą, a to przekłada się na niską prędkość maszyn - mówi Urszula Pasławska, wicemarszałek województwa. - Na szczęście szynobusy jeszcze nie musiały stawać w polu przez trawę."

Jak widać, nie tylko marszełek, ale i wice znają sprawę dość dobrze. Tajemniczy don Pedro Protas udał się do Dobrego Miasta, aby namawiać wójtow gmin, żeby posprzątali tory. "Zdajemy sobie sprawę, że samorządy wolą wydać pieniądze na terenie swoich miejscowości, ale rozwiązanie tego problemu leży w naszym wspólnym interesie - kwituje wicemarszałek".

No cóź, jeśli nasze województwo nie ma już pieniędzy na posprzątanie torów i musi o to prosić gminy, to tylko pogratulować...

12:51, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 kwietnia 2009

Równo miesiąc temu, bo 2 lutego, pisałem o tym jak to wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zyskał nowego członka rady nadzorczej - Jana Harhaja, prywatnie kolegę Mirona Sycza, który zasiada w tejże radzie już od trzech lat.

Ostatnio przeczytałem, że Jana Harhaja wybrano do rady nadzorczej wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.... ale o co chodzi?! Wybrano już go przecież miesiąc temu!

 Deja vu?

http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,48726,6449385,Wiecej_PO_w_nadzorze_ochrony_srodowiska.html

Ależ nie!

\"Zgłoszono wtedy dwie kandydatury. O stanowisko ubiegał się Jan Harhaj, przedsiębiorca budowlany i radny sejmiku z Platformy, którego wystawił olsztyński Business Centre Club. Kontrkandydatem był dotychczasowy wiceprzewodniczący rady Tomasz Miętkiewicz (bezpartyjny), którego ponownie rekomendował Warmińsko-Mazurski Klub Biznesu."

A więc sytuacja przedstawia się następująco: zgodnie z ustawą jeden fotel w radzie nadzorczej należy do kandydata rekomendowanego przez środowiska biznesowe. Radni mieli dwóch kandydatow do wyboru. Jeden nazywał się Miętkiewicz i był rzeczywiście rekomendowany przez stowarzyszenie biznesowe. Drugi nazywał się Jan Harhaj i nie był rekomendowany przez stowarzyszenie biznesowe. Jednak postanowił kandydować, a swoje pochodzenie ze środowisk biznesowych uzasadnia tym, że sam jest przedsiębiorcą budowlanym... Jest też oczywiście radnym sejmiku, który dokonuje wyboru!

Całe obejście prawa pięknie zostało wymyślone. Aż tak dobrze, że koledzy się napalili i postanowili szybko sprawę przepchać: "A przy powołaniu nowego przedstawiciela głosowali tylko nad kandydaturą Jana Harhaja, który dostał zielone światło od swoich kolegów. Jednak w lutym uchwałę zakwestionował wojewoda Marian Podziewski. - Przy opiniowaniu uchwały nasi prawnicy zwrócili uwagę, że głosowanie jest nieważne. Radni nie wzięli pod uwagę, choć powinni, drugiego kandydata - wyjaśnia Edyta Wrotek, rzecznik prasowy wojewody.

"Oczywiście Jan Harhaj twierdzi, że sprawa nie miała charakteru politycznego. Zabawny jest, prawda?

Przypomnijmy jeszcze raz, jak tłumaczył swoją okupację stołka przeznaczonego dla organizacji ekologicznej, Miron Sycz:"Jestem znanym społecznikiem i przedstawiciele orgnizacji ekologicznych sami wysyłali listy poparcia dla mnie. Ja nikogo o to nie prosiłem, dlatego nie wiem, ile ich było". Ten człowiek jest również bardzo zabawny, prawda?

Mówił też: "Nie jestem działaczem organizacji ekologicznych, ale to świadczy na moją korzyść, bo nie będę za nikim konkretnym lobbował". I oczywiście miał gdzieś, że zgodnie z art. 413 ust. 5 pkt. 5 ustawy Prawo ochrony środowiska, w skład rady nadzorczej takiego funduszu wchodzi:

5) przedstawiciel organizacji ekologicznej zgłoszony przez organizacje działające i posiadające struktury organizacyjne na terenie danego województwa i cieszący się poparciem największej ich liczby

Sycza to nie obowiązuje. On wie lepiej. Ustawa jest głupia, bo przecież przedstawiciel organizacji ekologicznej mógłby lobbować, a on nie będzie. To, że później fundusz przyznał dotację na jego wiatę, to pewnie przypadek...Naprawdę, zabawnych mamy tych polityków-biznesmenów.

Poseł Sycz siedzi w radzie nadzorczej jako przestawiciel organizacji ekologicznej, natomiast Jan Harhaj jako członek rekomendowany przez środowiska biznesowe. 

 Mam nadzieję, że za miesiąc znowu nie przeczytam w gazecie, że wybrano Jana Harhaja do rady nadzorczej WFOŚiGW... To by było jak "Dzień świstaka" - codziennie ten sam horror.

08:52, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (1) »
niedziela, 29 marca 2009

Dzisiejszy wpis będzie stanowił wyjątek od zasady pisania o sprawach regionu. Zresztą, pośrednio i tak będzie dotyczył regionu, ale warto spojrzeć nieco poza bagienno-szuwarowy, przepraszam, warmińsko-mazurski krajobraz.

Oto zbliża się czas Wielkich Łowów - EuroWybory! W czerwcu politycy zamienią się w myśliwych, a my-obywatele, w jeleni. Tak, właśnie my! Pora się obudzić i przestać tkwić w głupim przekonaniu, że na europosłów płaci jakaś tam "Bruksela".

Pomysł, aby napisać co nieco o eurowyborach podsunął mi autor tego artykułu:

http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,48726,6435181,Kurski___nasz__kandydat_do_Europarlamentu.html

Otóż, jak zarządziła centrala PiS, "naszym", warmińsko-mazursko-podlaskim kandydatem do Europarlamentu będzie Jacek Kurski! Absurd, prawda? Dlatego też napiszę prosto z mostu co mi się w tej całej europejskiej "demokracji" nie podoba:

po pierwsze - bo jest to kpina z demokracji. Dwa regiony mają wybierać kandydata w ogóle spoza regionu, żeby siedział w Brukseli, tudzież Strasburgu. Centrala krajowa ustala regionom kogo mają wybierać do międzynarodowego parlamentu. Ma się rozumieć, że w ten sposób realizowana jest idea "Europy Regionów". Jeśli tak zachowają się inne partie, to czy będzie kogo wybierać? Czy na tym polega idea posłowania, że każdy region wybiera kogoś od siebie, czy też może na tym, że każdy region wybiera kogoś nie od siebie, ale z ogólnokrajowej partii?

po drugie - co tak naprawdę wiemy o działalności wybieranych przez nas europosłów? Nasza obserwacja sceny politycznej kończy się na ogół na parlamencie krajowym. Obserwujemy Tuska, Kaczyńskich, Napieralskich, gdy tak naprawdę coraz więcej ustawodawstwa pochodzi z Brukseli. W sprawach gospodarczych ponad 80% ustawodastwa pochodzi z Brukseli, a nasz Sejm to coraz częściej tylko bezmyślny aparat do implementowania dyrektyw, o których rozprawia się w parlamencie europejskim. W polskim parlamencie najczęściej jest też tak, że Sejm przepisuje dyrektywę jak leci, zamiast dostosować jej regulacje do polskich warunków. Stąd takie absurdy, jak słynna ustawa nakazująca każdej firmie zatrudnienie osoby po przeszkoleniu antypożarowym. W tym przypadku nietrudno się było domyśleć, że w tak idiotczny sposób Sejm przełknął odpowiednią dyrektywę ze względu na koalicjanta, który bardzo się lubi ze Strażą Pożarną. Polska ma wadliwy system implementacji dyrektyw!  

po trzecie - należy pamiętać, że wybierani przez nas eurodeputowani nie reprezentują swoich krajów, tylko tzw. "frakcje" europejskie. Na przykład europoseł  z SLD doczepi się do frakcji europejskich socjaldemokratów, albo innej, cholera wie. Czy ktoś z nas zna jakieś programy tych euro-partii? NIE. To zbieranina ludzi o podobnych "poglądach" [przy założeniu, że politycy mają jakieś poglądy], która sobie obraduje. I tyle. Dlatego też głosujemy na jakichś Krzysztofów Hołowczyców, czy też, być może, Maryle Rodowicz:

www.tvn24.pl/12690,1593087,,,maryla-rodowicz-eurodeputowana,wiadomosc.html

Takie zachowania, że głosuje się na znane osoby, chociaż o nieznanych poglądach [jeśli w ogóle jakieś mają], mają na ogół miejsce w młodych demokracjach. Jesteśmy taką młodą demokracją w tej Unii i nie zabardzo wiemy o co tam biega, więc głosujemy na kogoś znanego z telewizji, lubianego i wydającego się być "w porządku".

po czwarte - Europoseł zarabia tyle co Prezydent, premier i poseł w Polsce razem wzięci:

http://wiadomosci.wp.pl/kat,8771,title,Kolosalna-podwyzka-dla-polskich-europoslow,wid,10901221,wiadomosc_prasa.html?ticaid=17c0a

7,6 tysiąca euro pensji podstawowej, to około 35 tysięcy złotych. Do tego należy doliczyć różne dodatki i "zwroty kosztów", co może dać około 50 tysięcy złotych...

Jest więc to chyba najlepsza praca na świecie - zarabiać miesięcznie tyle, co zwykły obywatel przez rok, bez żadnej kontroli ze strony pracodawcy [wyborcy!], gdzie nikogo właściwie nie interesuje czym się zajmujesz i po co tam siedzisz.

Na deser, złośliwie i niepoprawnie [wg. GW "eurosceptycznie"], polecam wywiad z Declanem Ganleyem:

http://www.youtube.com/watch?v=aDHvR16auic

Mam nadzieję, że obejrzycie, wysłuchacie do końca i przeanalizujecie co ten pan ma do powiedzenia. Bo niestety wiele wskazuje, że może mieć rację.

01:16, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 marca 2009

Prezydent Olsztyna będzie zarabiał najwięcej ile może. Dosłownie, bowiem na MAX-a podwyższyli jego pensję olsztyńscy radni. 

http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35197,6426560,Prezydent_zarobi_wiecej__by_wiecej_dostali_inni.html

A teraz przyjrzyjmy się co mają do powiedzenia:

" Radni argumentują, że zgodnie z przepisami, od płacy prezydenta zależą też pensje innych urzędników". - hm, no cóż. Istnieje coś takiego jak mądrość. Istnieje też coś takiego jak "mondrość", którą często niektórzy mylą z mądrością. Właśnie mamy przykład pomylenia mądrości z "mondrością". To jest coś jakby na odwrót do psa ogrodnika. Pies ogrodnika sam nie weźmie i drugiemu nie da. Olsztyński radny da komuś więcej, żeby i innym dać więcej, żeby wszyscy mieli jak najwięcej na ile pozwala ustawa.

"Niskie zarobki prezydenta blokują możliwość ściągania potrzebnych miastu fachowców, którym trzeba zaoferować odpowiednią pensję - mówi Halina Ciunel, radna PO"

No, już olsztyński ratusz ściągnął dobrych fachowców, na przykład od promocji. Na beznadziejną Eskadrę wywalili 180 tysięcy. Teraz znowu poszukują drogich "profesjonalistów". No i jak tu nie uwierzyć w szczerość intencji?

"Za podwyżką przemawia też fakt, że prezydent ma tylko dwóch zastępców, a nie trzech, jak w poprzedniej kadencji. - Obciążenie dla budżetu będzie więc mniejsze - przekonuje radny Jarosław Szostek z Ponad Podziałami." 

Do mnie to nie przemawia, a do p. Szostka przemawia. Ciekawe, co? Bo ja myślę, że najpierw planuje się i wykonuje głupotę, a potem dorabia się do niej moralne usprawiedliwienie. Najpierw podwyższyli pensję, a potem zaczęli dorabiać ideologię, że przecież i tak jest mniejsze obciążenie dla budżetu... Sprytnie. To tak jak z trzema złodziejami. Jeden się usprawiedliwia, że drugi z trzecim więcej nakradli, bo było ich dwóch, a on działał w pojedynkę.

Biorąc pod uwagę, że jest to maksymalna pensja, można też zauważyć, że prezydent Olsztyna zarabia tyle samo lub więcej co prezydent Warszawy, Krakowa czy Wrocławia. Żeby tak jeszcze pensje były proporcjonalne...do liczby ludności? do poziomu rozwoju? do czegokolwiek!

14:57, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 marca 2009

Z wielkim zażenowaniem przeytałem dziś artykuł-wystąpienie pani prof. Elżbiety Kałuszyńskiej dotyczące lustracji:

http://wyborcza.pl/1,79328,4036237.html 

Tekst ten, usiłujący bronić racji, ktore w wymiarze konkretnych faktów są nie do obronienia, wywołał we mnie takie wzburzenie, ża napisałem pospiesznie na forum, iż "babie tej powinni odebrać profesurę". Jeżeli określenie "baba" mogło być obraźliwe, to przepraszam, aczkolwiek każdy szanujący prawdę człowiek może szybko się zdenerwować, gdy widzi, jak profesor filozofii wypowiada się w sposób podobny do "poglądów politycznych" 16-latek.

A więc do meritum!

Szanowna Pani Profesor!

Rozpoczyna Pani swoje wystąpienie słynnym cytatem z Gałczyńskiego o tym, że gdy wieje wiatr historii, ludziom wyrastają skrzydła a trzęsą się portki pętakom. Idąc na skróty można stwierdzić, że strzeliła Pani sobie w stopę rozpoczynając w ten sposób swoje wywody. Bo komu się trzęsą teraz portki, jeśli nie donosicielom i kanaliom?

Oczywiście, w perfidny sposób odwraca Pani taki stan rzeczy, sugerując, że dzisiejsza lustracja jest tym samym, co poszukiwanie "wroga" w najlepszych latach komunizmu. Mało tego - dodaje Pani, w zupełnie nieuprawniony sposób, że lustracja ma służyć temu, aby ci, którzy byli bohaterami a nie donosicielami mogli zabłyszczeć jeszcze bardziej. Robi Pani jakieś aluzje do stalinowskich zakładów pracy i popularnej w nich samokrytki, a jest to tylko zwyczajny erystyczny chwyt zwany ad absurdum.

Nie, proszę Pani, pragnę Panią poinformować, że lustracja z obiektywnego punktu widzenia nie ma nic wspólnego ze stalinowskimi metodami. Przede wszystkim dla tego, że gdy w czasach stalinowskich palcami pokazywano na "wrogów" to pokazywano na ogół na ludzi niewinnych lub dopuszczających się niewielkich przewin. Cel lustracji jest inny - należy pokazać palcem tych, którzy dzięki donosicielstwu z łatwością porobili zawrotne kariery i okupują obecnie rady nadzorcze spółek Skarbu Państwa, ławy parlamentarne lub rządowe, wszelkiej maści inne wysokie stanowiska we władzach samorządowych lub centralnych.

W bezmyślny sposób potępia Pani słowa prof. Sztychmilera, który stwierdził, że "studenci mają prawo wiedzieć, który z ich wykładowców był bohaterem". Oczywiście, że mają prawo. Ale Pani, zdaje się, uważa za normalną sytuację, kiedy byle szuja lub kanalia staje się dla młodzieży wzorem i autorytetem.  

W tym momencie chciałbym poinformować Panią, że w miejscowości Górowo Iławeckie istnieje ukraińskie, mniejszościowe liceum. Jeszcze do niedawna osobą wysoko cenioną przez uczniów, prawdziwym wzorem dla uczniów był poseł Miron Sycz. Do dzisiaj nosi on wymyślony przez siebie tytuł "honorowego dyrektora" szkoły, a przez wielu Ukraińców uważany jest za głównego i jedynego założyciela szkoły.

Tymczasem z materiałów IPN-owskich, o czym można przeczytać w najnowszej "Debacie", jak i z wypowiedzi mieszkańców Górowa, wynika, że jest to jedna wielka brednia. Miron Sycz był zwykłym donosicielem, Kontaktem Operacyjnym co więcej - to nie on przyczynił się w głównej mierze do powstania górowskiej szkoły. Był trutniem i karierowiczem. To zwykły cwaniak, który wraz z nastaniem demokracji stał się wielkim obrońcą swojej mniejszości, który zmienia swoje poglądy w zależności od tego, które są opłacalne. Był w PZPR, SLD, UW, a teraz PO, jak na wykształciucha przystało.

Oczywiście, Pani zdaniem, uczniowie nie powinni znać prawdy o swoim byłym nauczycielu, bo, jak Pani pisze - autorytet można budować i bez teczek. Swoją drogą zaskakujące jest, że Pani list ukazuje się ni z tego, ni z owego, w kilka dni po ukazaniu się materiału pokazującego prawdziwe oblicze Mirona Sycza. Ale pal licho tego posła! To był tylko jeden z wielu przykładów obrazujących jak daleko Pani postrzeganie mija się z naszą, pełną układów i matactw, rzeczywistością.

Zupełnego CHAMSTWA dopuszcza się Pani porównując zwolenników lustracji do bolszewików. Ten chwyt poniżej pasa aż mnie zatkał. Zacytuję Pani słowa: "Zabiedzona para z zazdrością patrzy na burżujów pijących herbatę na werandzie". Wie Pani co? Naturalnie, że patrzę z zazdrością na te wszystkie przywileje, samochody i stołki urzędasów. Nie dlatego, że chcę władzy czy pieniędzy. Nie, tego nie chcę, ponieważ przez tych, którzy to posiadają obrzydły mi te sprawy.

Ja czuję palącą niesprawiedliwość, poniważ pochodzę z biednej rodziny. I moja rodzina do wszystkiego doszła sama, własną pracą. Nikt z moich najbliższych nie donosił, nie kombinował,  nie mataczył. I nie czuję nic innego, jak cholerne rozgoryczenie, gdy ktoś z tytułem profesorskim obwieszcza mi, że jestem frajerem i teraz mogę sobie zazdrościć i jak bolszewik domagać się rewolucji w celu zaprowadzenia własnych porządków, czyli spalenia na stosie komunistów ze zwykłej zemsty. Co za pomylone insynuacje! Czuję pogardę do Pani, gdy sugeruje Pani, że ci, którzy chcą lustracji to nieudacznicy. Tu nie chodzi o zemstę, ale o zwykłą przywoitość. O odsunięcie od koryta darmozjadów. I rozumie to każdy, kto nosi w sobie prawo moralne, pewne intuicyjne poczucie sprawiedliwości. Jako filozof, powinna Pani wiedzieć coś o tym.

Stwierdza Pani: "A tu jest "krzywda", więc trzeba tłuszczy rzucić na żer "winnego". Będą mieli zajęcie, to nie będą rozliczać rządu.". Oczywiście, krzywda ludzka jest dla Pani czymś godnym pogardy. Trzeba się pozbyć poczucia krzywdy, nikogo nie rozliczać i zabrać się do roboty. Co za truizmy!

Kolejny bzdurny argument, który Pani przytacza, to trywialne stwierdzenie, że przecież służby bezpieczeństwa działały wtedy legalnie, na podstawie prawa. Idąc tym tokiem rozumowania, należy stwierdzić, iż nie widziałaby Pani nic złego, gdyby przegłosować ustawę pozwalającą zabijać milicjantom każdego według uznania, między godziną 20 a 22. No to ja Pani odpowiem w ten sposób, proszę sobie wpisać w Google nazwisko Radbruch i poczytać. Bzdurą jest też Pani twierdzenie, że nie ma nic niezwykłego w istnieniu tajnych współpracowników. Proszę sobie poczytać trochę o zasadach demokratycznego państwa prawa.

Ale najgorsze w całym Pani wystąpieniu są słowa: "Ciekawi mnie, czy ci, co wieszają psy na Mazowieckim za "grubą kreskę", co to powtarzają, że lustrację trzeba było robić 17 lat temu, z marszu, od razu, to cyniczni gracze czy zwyczajni durnie.".

Ja rozumiem, że profesor uniwersytetu może nazywać sobie ludzi o odmiennych poglądach politycznych albo durniami albo cynicznymi graczami, stawiając tutaj funktor alternatywy rozłącznej i nie dając trzeciej opcji. Albo cyniczny cwaniaczek, albo zwyczajny dureń. Ale żeby jeszcze tak wypowiadać się na łamach prasy?! Naprawdę, retofryka godna profesury!

I dalej:

"Widząc, co się dzisiaj dzieje, można mieć pewność, że dalej grzebalibyśmy się w teczkach, gospodarczo ścigalibyśmy się z Białorusią, a w kolejce do NATO i UE bylibyśmy zaraz za Ukrainą. Nasze szczęście, że pierwszy rząd zajął się czym innym."

 Skąd Pani wie, że byśmy się grzebali? Może po prostu byśmy otworzyli i by był spokój? Może oprócz grzebania w teczkach można robić równolegle inne rzeczy, np. uchwalać ustawy? Czy naprawdę myśli Pani, że oprócz tzw. "debaty publicznej" nie ma w kraju miejsca na zwyczajny proces legislacyjny? Czy Pani, jako profesor, uważa, że jeśli w telewizji mówi się o lustracji, to cały rząd i parlament tylko o tym mówią i nie reformują po cicho kraju, wypuszczając kolejny Dziennik Ustaw? Idąc Pani tokiem myślenia można stwierdzić, że jeśli Prezydent z Premierem kłócą się o samolot, to tylko to się w państwie dzieje i wszyscy wiernie kibicują jednemu lub drugiemu, natomiast cała administracja zamiera. Tak, Pani profesor? I czy Pani profesor może mi wykazać jakiś związek logiczny między tym "co się dzisiaj dzieje" (czyżby chodziło o kryzys?) a powinnością nie-grzebania w teczkach? Logika to także część filozofii, proszę Pani.

A teraz, żeby było jeszcze mniej miło. Informuję Panią i Czytelników, że nie jest to Pani pierwszy tekst wymierzony w ideę lustracji. Równo dwa lata i tydzień temu, czyli 13 marca 2007 roku opublikowała Pani inny antylustracyjny potworek pt. "Czemu nie złożę lojalki?" -> http://wyborcza.pl/1,79328,3984680.html

Czy będzie Pani średnio co dwa lata atakować lustrację? Skąd taki emocjonalny ton w Pani wypowiedziach? Skąd te wszystkie "zwyczajne durnie" i "cyniczni gracze", skąd ten ośli upór przed złożeniem "lojalki", czyli jak domniemuję - oświadczenia lustracyjnego?

Zacytuję Pani słowa sprzed dwóch lat:

"Pewnie, że chciałabym dalej pracować jako nauczyciel akademicki, ale nie tym kosztem, nie kosztem utraty twarzy przed studentami."

Teraz już wszystko jasne. Można się domyśłeć czemu nie złoży pani lojalki...

PS.

Zacytowałem Pani słowa sprzed dwóch lat, czyli wygrzebałem coś, do czego się nie powinno powracać. Postąpiłem jak IPN-owiec. Nawet jeśli było to głupie i krzywdzące, to nie można o tym teraz rozmawiać, bo to przecież bolszewizm i zazdrość. Tak więc, w Pani oczach, durniem zwyczajnym jestem, czy też może cynikiem?

22:15, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 16 marca 2009

Z wielką satysfakcją przeglądałem dziś tzw. "tygodnik opinii" pod tytułem "Wprost". Zamieszczona tam "Kryzysowa mapa Polski" utwierdziła mnie w jakże optymistycznym przekonaniu: u nas kryzysu nie budiet!

Po pierwsze: powiat z największym bezrobociem nie znajduje się w naszym województwie! Kiedyś podczas wielkiego bezrobocia lat 2000-2002 o miano najbardziej dotkniętego bezrobociem powiatu ścigały się bartoszycki i braniewski, a kibicowała im cała Polska. Tymczasem powiatem z największą stopą bezrobocia jest powiat szydłowiecki w województwie mazowieckim - całe 32,5%. Nasz reprezentant, powiat bartoszycki, ma tylko 32%.

Po drugie: nie będzie u nas masowych zwolnień. Jedynym wyjątkiem może być olsztyńska fabryka Micheline'a. Nie licząc tego, należy zauważyć, że główne zakłady pracy naszego regionu to budżetówka. A więc ratusz olsztyński zatrudnia około 500 osób. Poza tym - szkoły, szpitale, ośrodki pomocy społecznej, urzędy pracy, Caritas... W tych instytucjach raczej trudno stracić pracę.

Poza tym należy dodać, że te 32% bartoszyckiego bezrobocia to dane zawyżone. Wielu oficjalnych bezrobotnych pracuje na czarno. Na przykład w Bartoszycach funkcjonował na czarno cały zakład krawiecki (http://bartoszyce.wm.pl/Grzywna-za-brak-umowy-o-prace,65582). Tak więc socjologicznym mitem jest owo "ukryte bezrobocie". My mamy ukryte zatrudnienie!

Do tego  należy się pochwała mieszkańcom naszego regionu, któzy robią za wzór homo oeconomicusa. W takim województwie mazowieckim konsumuje się ponad 10 mld złotych, a u nas... 0,3 miliarda. Tak więc, mając 4 razy mniej ludności, zjadamy 30 razy mniej złotych. To prawdziwy wzór świadomości ekonomicznej.

A więc, podsumowując: nie mamy już największego bezrobocia, nie będzie zwolnień, bo nie ma z czego zwalniać, mamy ukryte zatrudnienie i więcej ludzi pracuje niż się to komukolwiek zdaje, a poza tym - ciągle oszczędzamy. Podczas gdy warszawiacy konsumują, każdy obywatel województwa warmińsko-mazurskiego ma dawno założone dwa fundusze inwestycyjne, poza tym w modzie są obligacje obcych państw i złoto.

Kryzysu nie będzie. On jest z nami cały czas, na okrągło.

23:07, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (2) »
środa, 11 marca 2009

Rozbawiła mnie i przeraziła jednocześnie informacja o pewnym incydencie, który miał miejsce w autobusie olsztyńskiego MPK:

"Dwie 13- latki wsiadły do autobusu z pustymi opakowaniami po lodach i napoju. Kontrolerzy ukarali dziewczyny mandatami w wysokości 33 zł.
- Jak można karać trzynastolatki mandatem za coś takiego. Wystarczyłoby pouczenie. Poszłam porozmawiać z kontrolerami na temat mandatu mojej córki. Nie udało mi się jednak nic wskórać - irytuje się Katarzyna Konrad, matka jednej z dziewczyn.
Firma Weksel, pracodawca kontrolerów, inaczej widzi całą sytuację. Zdaniem Joanny Kopacz, dyrektora ds. kontroli, dziewczyny jadły i piły w autobusie. Jednak po naszej interwencji kontrolerzy nie będą już karać mandatami w podobnych sytuacjach."

(http://gazetaolsztynska.wm.pl/MPK:-33-zlote-kary-za-opakowanie-po-lodach,65616)

A teraz weźmy na warsztat tę absurdalną notkę i zastanówmy się:

1) Czy przewożenie w ręku pustych opakowań jest czymś złym?

Moim zdaniem - nie. Patrząc od strony regulaminu MPK, dokładniej par. 6 - nie ma tam mowy nic o przewożeniu w ręku opakowań. Jest mowa jedynie o spożywaniu, uwaga, hicior, cytuję: "spożywania artykułów mogących spowodować zabrudzenie innych pasażerów i autobusu, np.: lodów, zapiekanek, soków itp".

Tymczasem dowiadujemy się, że dziewczynki wsiadły z PUSTYMI opakowaniami. Teoretycznie więc nie ma mowy o ukaraniu ich mandatem. Abdurdalność egzekucji 33 złotych z dziewczynek jest oczywista. To przykład zwyczajnego chamstwa i upierdliwości, a nie żadnego "pilnowania porządku" (jak się niektórym krzykaczom w komentarzach wydaje, o czym później)

 2) Kto tu kłamie?  Z jednej strony dowiadujemy się, że wsiadły z pustymi opakowaniami. Tymczasem pani Kopacz, dyrektorka od kontroli w MPK, mówi, że dziewczynki jadły i piły. Takie jest jej zdanie. Nie wiem skąd ona może mieć o tym pojęcie, wątpię, żeby obejrzała nagranie z monitoringu. O ile coś takiego w olsztyńskich autobusach oczywiście funkcjonuje.

Doszło do sytuacji absurdalnej, w której więcej bylo stresu niż pożytku. Nie chcę nawet myśleć o tym co musiały czuć sterroryzowane nachalnymi kanarami dziewczynki i co powiedzieć swoim rodzicom. "Mamo, przepraszam, dostałyśmy mandat, bo skończyłyśmy jeść loda"?!. Nie wiem czy terroryzowanie dziewczynek za lody i picie jest czymś mądrym, ale w opinii olsztyńskich internautów (o zgrozo!) - tak. Zaytuję kilka komentarzy, które u zdroworozsądkowo myślącego człowieka stawiają włosy na głowie:

Kol: "dobrze matka nie nauczyła, szkoła nie daje sobie rasy to może mpk coś zdziała. Chamstwo takich 13-latek jest okropne...to zwykłe prostaczki najczęściej. Nasikały by na swoje siedzenie."

Boja: "Ładnie wychowujesz swoją córeczkę, zamiast kazać jej zapłacić ze swoich zaskórniaków, to jeszcze jej bronisz. Zaśmiecanie miasta to jest koszmar,wczoraj widziałam jak młodzież rzucała w parku opakowania po cocacoli też bym ich ukarała."

 W obu tych komentarzach widzimy pełną zawiści chęć karania wszystkiego co się rusza i za wszystko. Pytanie: czy jest to jakieś odbicie socjalistyczno-beznadziejnej olsztyńskiej mentalności? Wydaje się, że tak, ale szerszym aspekcie naszej refleksji napiszę później. Następnie:

Stfu: "no tak, bo noszenie pustych opakowan ze soba jest ostatnio takie modne... O.o albo jadly, albo wyrzucily pod siebie w autobusie, toc to chyba logiczne."

Nie wiem jaką logiką operuje autor tego wpisu. Ani w logice klasycznej, ani w modalnej, ani w deontycznej takiego wniosku nie da się wyprowadzić. Da się za to wyprowadzić taki wniosek wg. swojego prowincjonalnego "widzi mi się".

162: "Na podstawie jakich porzepisów i jakiej ustawy można ukarac grzywną dzieci trzynastoletnie? Może wypowie się jakiś prawnik?"

Oczywiście, że na żadnej. Ponieważ to nie jest grzywna, to nawet nie jest prawo karne ani wykroczeń. To działa na zasadach prawa cywilnego. I nie karze się dzieci, tylko ich rodziców.

ed: "po częsci nauczyli ich troche kultury ,pouczeni by nic tych 13 latek nie nienauczyło ."

Kolejny dowód na komlepks prownicji? Zaskakujące, że szabelką kultury nie wymachuje się w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu.

mieszkaniec Olsztyna: "Najlepiej to jeszcze wsiąść z pizzą, zjeść ją, resztki dac pieskowi, który nie ma kagańca i na koniec zapalic sobie papierosa. Może teraz rodzice będą zdawać sobie z tego sprawę co ich pociechy robią. Kara była słuszna i popieram. "

Czy ten poważny pan nie wyrósł jeszcze z socjalizmu? Obrzydzenie mnie bierze jak czytam coś takiego. Ale dalej:

Nemo: "i bardzo dobrze zrobili nakładając kare, szkoda że tylko 33zł... a oburzenie rodziców mnie śmieszy, zawsze jest gadanie jakie to ich dzieci są biedne, później mamy poniszczone przystanki, zdewastowane klatki schodowe, wszędzie syf i chamstwo bo dzieci są biedne i nieświadomie niszczą/śmiecą... gdyby kontrolerzy karali pouczeniami to takie gówniary miały by to gdzieś a tak może pomyślą, bo przecież Polak myśli dopiero jak płaci..."

Oczywiście, nałożenie kary na 13-letnie dziewczynki jest wg. tego internauty lekarstwem na wandalizm 16, 18 i 20-latków płci męskiej. Nie ma to jak trzeźwa ocena sytuacji. A więc karać, karać, karać.

A teraz trochę ogólniejszych wniosków, żeby nie zajmować się już tym idiotycznym kazusem:

Po pierwsze - Olsztyn wg. planowanej przez Eskadrę kampanii ma być niby to "Przestrzenią radości". Nie wiem jak można mówić o przestrzeni radości w sytuacji, gdy mieszkańcy są sterroryzowani przez kanarów, którzy przyczepiają się do każdej głupoty. Jaka tu radość? Ja widzę tylko nadgorliwość - gorszą od faszyzmu, przepychanki, awantury o opakowanie po lodach i zwyczajne chamstwo.

Po drugie - Olsztyn jest taki samym prowincjonalnym miastem jak Radom czy Szczecin. W dzisiejszym wydaniu radomskiej GW też był artykuł dotyczący chamstwa kanarów. I należy zdać sobie sprawę z jednego smutnego faktu: Olsztyn nigdy nie będzie miał żadnej "przestrzeni radości", co najwyżej będzie pełnym szarego marazmu i buractwa prowincjonalnym grajdołkiem. Dlaczego? Czy jechaliście państwo kiedyś może transportem publicznym Krakowa? W mieście tym, którego komunikacja miejska zajęła 9. miejsce na świecie kanary nie tylko pojawiają się raz na pół roku, ale powiedzą jeszcze "dzięki". Nie muszę mówić, że podobnie jest w Niemczech. U nas ludzie będą wyżywać się w komentarzach na dziewczynkach, mówić jaka zła jest młodzież i jak słusznie zostały ukarane. A wszystko tylko z powodu osobistych frustracji mieszkańców Olsztyna, która spowodowana jest otaczającą ich ponurą rzeczywistością.

Jak powiedział Norman Davies: "Bardzo szybko można zmienić rządy, ale trudno jest zmienić mentalność".

22:47, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 marca 2009

I wiemy już czym będzie zajmował się Tomasz Głażewski, do niedawna p.o. prezydenta Olsztyna. Będzie, mianowicie, wg. Newsbara (http://newsbar.pl/3567/panika-w-ratuszu#comment-1329) rozdzielał unijne pieniądze u marszałka Protasa...

Głażewski siedząc za biurkiem i rozdzielający gotówkę? Osobiście? Oj, coś mi się nie wydaje. Bardziej prawdopodobne jest to, że będzie dyrektorował komuś, kto będzie to robił. Zgodnie z socjalistyczną zasadą zwalczania bezrobocia: zatrudnić niekompetentnego dyrektora i kompetentnego zastępcę.

Tymczasem, w komentarzach do tego artykułu bardzo cenny ślad zostawił czytelnik/czytelniczka NewsBara, Nico:

"Niżej zamieszczam link do stenogramu z posiedzenia Sejmu z 5 marca. Niech Newsbar linku nie wycina, warto, by każdy sobie poczytał. Strony 113 - 114 to dyskusja między posłem Iwińskim a minister rozwoju regionalnego Elżbietą Bieńkowską. Dyskusja dotyczy rządowego desantu na Olsztyn i obietnic składanych przez ministrów. Minister odpowiedzialna za rozdział środków z UE mówi bardzo ciekawe rzeczy, między innymi to, że pod rządami Głażewskiego „(…) spośród 16 miast wojewódzkich Olsztyn, niestety, był na ostatnim miejscu, jeśli chodzi o składanie własnych projektów, a na pierwszym, jeśli chodzi o ich wycofywanie”.

Ja dodam od siebie jeszcze inny fragment wystąpienia Ewy Bieńkowskiej: "... w ciągu ostatnich kilku miesięcy Olsztyn wycofał wniosek dotyczący uzbrojenia terenów inwestycyjnych, nie muszę mówić jak waży dla miasta, a także wniosek dotyczący parku technologicznego, tzn. rozpoczął czas jego rozpoczcia na rok 2012, czyli praktycznie jeśli chodzi o ten budżet unijny, mówię o środkach unijnych, w przypadku tego wniosku można postawić znak zapytania."

No cóż. Menadżer Tomasz Głażewski z urzędniczą ekipą (no bo co tu będziemy jednego Głażewskiego obwiniać, niech reszta patałachów też oberwie) załatwił już Olsztyn. Teraz załatwi województwo. Dobrze, że tą ścieżkę rowerową pod Lidzbarkiem już kładą, może z tego się chociaż nie wycofają.

Stenogram z w/w posiedzenia Sejmu:

http://orka2.sejm.gov.pl/StenoInter6.nsf/0/7E76872BEDF9A3BBC1257571000C59CE/$file/37_b_ksiazka.pdf

Wszystkim Czytelniczkom z okazji Dnia Kobiet życzę dobrych menadżerów, tak w województwie, jak i w życiu prywatnym :-)

01:19, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5