RSS
czwartek, 26 lutego 2009

           Od czasów takich dżentelmenów jak John Locke czy David Hume, czyli empirystów brytyjskich, najpopularniejszą metodą do prowadzenia własnych rozważań było siedzenie w fotelu przy kominku i mędrkowanie. Ja także stosuję ten sposób i oto co mi się dzisiaj pomyślało: 

UNIWERSYTET WARMIŃSKO-MAZURSKI W OLSZTYNIE JEST CAŁKIEM

PODOBNY DO UKRAIŃSKIEGO LICEUM W GÓROWIE.

Postawiłem tezę. A teraz spróbuję tą tezę obronić. Niestety, nie mogę zrobić tego wprost empirycznie, bo na studiowanie lub też naukę szkolną, jestem już za stary, ale nasze media i komentarze internautów dają świetny materiał do badań. Pora więc poszukać tych podobieństw.  

Po pierwsze: Obie te instytucje powstały bardzo szybko. Oczywiście, nie powstały z popiołów. UWM powstał przecież z połączenia ART i WSP. Nie o to się jednak rozchodzi. Rozchodzi się o to, że obie te instytucje są tworami III RP. I jak wiele tych tworów – przy szybkim powstawaniu, nie było sposobności do odpowiedniej tego powstawania kontroli. One powstały ZA SZYBKO!

         drugie: idąc dalej, ciągiem przyczynowo-skutkowym, w którego istnienie David Hume niezbyt chciał wierzyć, należy stwierdzić, że w obie te instytucje władowano mnóstwo pieniędzy. Jeżeli rozchodzi się o UWM, to należy przypomnieć sobie, że poprzedni rektor wykonujący na wyścigi wszelkie roboty budowlane, pozostawił nowemu rektorowi olbrzymi deficyt w uniwersyteckim budżecie. Rozpisywały się o tym głośno media w naszym regionie, chociażby Gazeta Wyborcza:

http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,48726,6208508,Uniwersytet_chce_odblokowac_swoje_inwestycje.html

Ale jakże podobnie sprawa się miała z górowskim liceum. Wystarczy obejrzeć stronę internetową górowskiego liceum:

http://www.szkolazdumka.pl 

W galerii można obejrzeć prawdziwy festiwal przechwalania się olbrzymimi gmachami: szkoły, sali gimnastycznej i internatu, a chyba nawet dwóch! I podobnie jak nowe Kortowo, tak górowskie liceum powstało „w szczerym polu” – od zera w sensie infrastruktury (ale nie od zera w sensie samej idei, to było pisane wyżej). Co więcej – w galerii, która upamiętnia otrzęsiny, można zobaczyć wymalowaną młodzież pozującą do zdjęcia… w słynnej wiacie posła Sycza!          

Niejako mimochodem można wspomnieć tylko o tym, że poprzedni rektor UWM to dobry znajomy posła Sycza. 

Po trzecie: obie te instytucje mają za dużo pieniędzy. Stwierdziliśmy już, że mają dużo pieniędzy. Ale dużo nie oznacza jeszcze „za dużo”. Dobrze jest jak jakaś instytucja ma dużo pieniędzy. O tym, że ma za dużo możemy mówić, kiedy pieniądze wydatkowane są nieefektywnie. Te wszystkie wspaniałe gmachy, ponad wszelki ekonomiczny rozsądek, za którymi tak naprawdę kryje się.. słabiutki poziom.

Ta ostatnia teza jest najtrudniejsza do udowodnienia, ponieważ UWM jest oficjalnie jednak uniwersytetem (pomijając, że zawsze ląduje  tam gdzie ląduje w rankingach). Na UWM-ie wykłada na ukrainistyce jakaś nerwuska, o której piszą gazety, że przeciwko niej już protestują studenci. Wychodząc z olsztyńskiego Wydziału Prawa i Administracji można zapomnieć o aplikacji. W górowskim liceum także nie zaglądam uczniom do zeszytów. A jednak nie słychać nic o sukcesach uczniów tej szkoły [na stronie szkoły praktycznie pusto pod tym względem], tym bardziej, że na forum GW w skasowanym wątku (którego kontynuację pod takim samym tytułem założono po tym jak wątek został skasowany) rodzice i zdaje się – sami uczniowie, narzekali i w niewybrednych słowach wypowiadali się na temat kadry, dyrektora i ogólnie – poziomu nauczania. Podobno ostatnio ponad 20% uczniów tej szkoły nie zdało matury (uwaga: to tylko wiedza z forum)     

Ale to wszystko takie tylko luźne dywagacje. Najgorszą rzeczą jest to, że obie te placówki są upolitycznione. Zarówno uniwersytet – który podparty autorytetem nauki powinien być miejscem apolitycznym, autonomicznym i politycznie powściągliwym, jak i liceum górowskie, za którym ciągnie się smród posłowej wiaty, sklepikowych kradzieży, machinacje na stołkach dyrektorów, których szkoła ta ma aż czterech – zwykłego, wice, kierownika internatu i… honorowego - Sycza. Za uniwersytetem ciągną się sprawy lustracyjne i problemy finansowe. [http://serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,5710032.html].     

Obie te placówki służą do uprawiania polityki!

Liceum  w Górowie:http://www.stop-rakowi.pl/?strona=fora/dyrektor 

 Kinga77: „Pamiętam pewien plebiscyt na najpopularniejszego samorządowca Warmii
i Mazur ogłoszonego przez Gazetę Olsztyńską. Należało przesyłać
wycięte z gazety kupony. Moja znajoma opowiadała mi, że jej córka z
koleżankami zamiast zajmować się nauką, wypełniała te kupony i
wycinała z gazet.[...]Znaczyłoby to,że Sycz przede wszystkim sam
kreuje swój wizerunek poprzez takie działania.”

Uczeń: „...pamiętam te
zajście,byłem akurat wtedy dyżurnym gdy przywieziono pełne paki
gazet,a nam jako dyżurnym zamiast pilnowania szkoły to zabrano nas
do sekretariatu i kazano wycinać te kupony
!!!”

(ciąg dalszy - w poprzedniej notce)

02:53, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (1) »

Ale z uniwersytetem ostatnio jest przecież to samo!

Przed wyborami na stanowisko Prezydenta Olsztyna:

12 luty – Schetyna na UWM: http://www.uwm.edu.pl/?q=node/2734

21 luty – Palikot odstawia szopkę przeciwko Grzymowiczowi pod pozorem "wykładu": http://newsbar.pl/3501/palikot-napada-na-grzymowicza 

25 luty – informacja o masowej akcji wśród studentów, aby się meldować i głosować: http://newsbar.pl/3520/powinni-tego-zabronic

Czy nie przypomina Wam to akcji z kuponami w ukraińskim liceum?!

26 luty – spotkanie z Tuskiem: http://www.uwm.edu.pl/?q=node/2748

WNIOSKI:

Na bazie filozofii Platona postawimy sobie teraz wnioski z tego filozofowania.

Uniwersytet:

W świecie idei w pięknym mieście, Olsztynie, istnieje położony wśród malowniczych jezior Uniwersytet. Uniwersytet ten prowadzony jest przez utalentowaną, kreatywną i pozytywnie nastawioną do swojej pracy kadrę. Reprezentuje naprawdę wysoki poziom. Z daleka od ratusza i centrum miasta, wszyscy zajmują się dobrą, naukową robotą, chociażby w nowym, powstałym bez żadnych przekrętów, parku technologicznym.

W praktyce mamy przefinansowany uniwersytet, którego jedynym wydziałem reprezentującym jakiś liczący się w kraju i na świecie poziom jest wydział geodezji i gospodarki przestrzennej (spadek po ART). Uniwersytet, który pomimo pięknych budynków, nie ma ani dobrej kondycji naukowej ani moralnej, który targany jest wewnętrznymi, lustracyjnymi sporami. Uniwersytet, który uniwersytetem jest tylko z nazwy i który pozostaje w kręgu wpływów rządzącej partii. Który w chwili wyborów nie potrafi dotrzymać uniwersyteckiej autonomii i skoncentrować się na nauce.

Ukraińskie liceum:

W świecie idei w małym miasteczku założono szkołę dla mniejszości ukraińskiej. Odbywa się tam wszystko zgodnie z prawem. Szkoła integruje uczniów, reprezentuje sobą przyzwoity poziom merytoryczny i wszyscy są zadowoleni.

W rzeczywistości mamy ciągłe kontrowersje, awantury i skandale. Posła, który jest „honorowym dyrektorem” i który buduje naokoło szkoły podejrzane wiaty nad podejrzanymi stawami. Mamy też okradziony sklepik szkolny, fałszerstwa, opluwanie się na forach internetowych. Mamy wreszcie nieproporcjonalnie wiele włożonych pieniędzy w projekt, który jak na razie pikuje w dół. Z forów internetowych wyczytać można tylko o panującej w szkole atmosferze powszechnej beznadziei i o tym, że ta szkoła ukraińska jest tylko na papierze.    

SMUTNIEJSZE WNIOSKI:

Obie te placówki są dla regionu potrzebne. A jednak budowane bez pomysłu, na zasadzie chaosu, na zasadzie politykierstwa i „nachapywania” się pieniędzmi, uwikłane w układy – stanowią doskonałe zaplecze dla ludzi takich jak Krukowski, Cichoń, Sycz, czy Harhaj (kumpel Sycza, właściciel przedsiębiorstwa budowlanego pokazujący się na każdej imprezie w górowskim liceum – przypominam, że oprócz istniejących gmachów ma powstać w Górowie jeszcze stołówka [patrz: uchwała budżetowa województwa]. Te fakty pozostawiam do własnej interpretacji).

Pod płaszczykiem rozwoju, edukacji i nauki – rzeczy, które popiera każdy zdrowy na umyśle, schowało się zwykłe cwaniactwo. I każdy atak na to cwaniactwo, politycy, którzy robią machinacje wokół tych placówek, będą odbierać jako atak na te idee, z których te placówki wyrosły.

 W skali mikro istnieje w świecie realnym prowincjonalna szkoła, która wyrosła ze szczytnych idei, a przerodziła się w polityczno-korupcyjnego potworka. W skali makro istnieje prowincjonalny  uniwersytet, który tę szkołę naśladuje. Wyrosły nam w latach 90-tych dwie piękne rzeczy: mniejszościowe liceum (jedno z czterech w kraju) i uniwersytet. W normalnych warunkach można by być dumnym. U nas panujące warunki są patologiczne.

02:49, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 23 lutego 2009

Kiedy rządził  Hitler, miał swojego głównego propagandzistę - Goebbelsa. PiS miał swojego głównego propagandzistę Kurskiego. A Platforma ma swojego showmana Palikota. Oczywiście, nie każda propaganda jest zbrodnicza, ale mechanizmy uprawiania polityki są zawsze podobne. Showmen Platformy przyleciał swoim prywatnym samolotem zrobić małe czary-mary mieszkańcom Olsztyna.

Czary-mary polegało na tym, że wziął arbuza i przekroił, mówiąc, że to jest cała prawda o Grzymowiczu - w środku czerwony, a na zewnątrz zielony (bo się pod PSL podpiął).

A ja się tak zastanawiam jakiego owocu należałoby użyć, aby zobrazować przeciętnego członka regionalnej PO. Oficjalne barwy mają teraz niebieskie, ale w środku też są czerwoni. Pech Grzymowicza, że arbuzy są zielone a nie niebieskie. Gdyby były niebieskie, spokojnie możnaby przekroić takiego arbuza i powiedzieć: oto cała prawda o PO.

 

02:04, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 lutego 2009

Platforma tak boi się monsieur Grzymowicza, że im bardziej się boi, a im bliżej wyborów - tym bardziej ryczy. Siedziałem sobie ostatnio miłym wieczorem przed regionalnymi informacjami TVP Olsztyn i dowiedziałem się, że Platforma w obliczu Grzymowicza tonie. A tonący brzytwy się chwyta. Nasze cudowne PeŁo postanowiło nawymyślać Grymowiczowi wszystkiego, co niby źle zrobił oraz publicznie grozić, że nie będzie z nim współpracowało.

Platforma zwołała nawet specjalną konferencję prasową, która po prostu miała zmiażdżyć swoim durnym zadęciem jakiekolwiek próby oporu, czyli głosowania za Grzymowiczem. Protas, Głażewski i Tandyrak robili groźne miny i niejeden bohater "Ferdydurke" pojedynek na te miny by z nimi przegrał, tak bardzo nadąsani byli, że Grzymowicz może wygrać. Jeszcze bardziej zatkała mnie wypowiedź Protasa, który stwierdził, że jeśli wyborcy chcą "taplać się w tym bagienku", to niech głosują na Grzymowicza (aluzja mająca uczynić z Grzymowicza głównego hipopotama w błocie pt. "Małkowszczyzna").

A wypowiedź Protasa jest po prostu głupia, bo głównymi szambiarzami regionu są właśnie działacze Platformy Obywatelskiej, nawet ci sami, którzy wspierają Krukowskiego. Protas, który robi wszystko, co mu powie Sycz. Tandyrak, który zajmuje się głównie własnym biznesem. I Głażewski, który latał do radia próbując ocenzurować audycję. Jak mówi przysłowie: Przyganiał Protas garnkowi..

00:30, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 lutego 2009
Tyle się dzieje w Olsztynie! Wybory! Wybory! Wybory! A ja milczę, zajmuję się jakimiś pożyczkami sejmowymi, albo czymkolwiek. Moim założeniem była namiętna, bezwględna i silna merytorycznie publicystyka, a nawet nie odnoszę się do najważniejszego wydarzenia lokalnej polityki. Dlaczego?
 
Po pierwsze - wybory mają być wyborami. W tych wyborach nie było wyboru. A więc ex definitione  można stwierdzić, że mieliśmy jakąś farsę, cyrk na wrotkach, ewentualnie - parodię demokracji. Będąc mieszkańcem Olsztyna i mając do wyboru:
 
1) byłego wiceprezydenta, który nasiedział się w ratuszu przez 6 lat, jest popierany przez PSL i ciągnie się za nim sprawa jakiegoś basenu...
 
2) wymoczkowatego doktorka-pacynkę na sznurkach Cichonia i jego kolegów z układu, który objawił się jako "dobra zmiana, a w rzeczywistości jest takim novum w życiu publicznym jak Stan Tymiński - o mało nie Prezydent RP, który urwał się z choinki
 
3) podstarzałą socjalistkę, koleżankę Małkowskiego
 
4) "zawsze uczciwego" byłego senatora, ktorego energia do działania przypomina ciepłe kluchy
 
5)  pana z lewicy i pana z prawicy, których raczej należy traktować jako folklor
 
najprawdopodobniej spędziłbym zimowe, niedzielne, olsztyńskie popołudnie w domku, nie ruszając się do lokalu wyborczego.
 
Po drugie - w tych wyborach nikt nie brał udziału. Frekwencja 27% to porażka wszystkiego tego co nazywamy "życiem społecznym" lub "demokracją". To śmiech. Nie będę hipokrytą - ja też bym nie poszedł. Ale nie ma co winić ludzi za taki stan rzeczy. Ten wynik to porażka wszystkich kandydatów - pokazuje jak bardzo w nic się tu nie wierzy, jak bardzo wszystko uszyte zostało grubymi nićmi. I pokazuje, że ludzie to czują.
 
Po trzecie - te wybory i tak niczego nie zmienią. Zmiania prezydenta na 1,5 roku to tyle co wyznaczenie drugiego pełniącego obowiązki. To tyle co wyznaczenie jakiegoś zarządcy komisarycznego, jakiegoś zastępcy Głażewskiego. Powiedzmy sobie szczerze - rada pozostała ta sama. I to ona, na wniosek Prezydenta, podejmuje lub nie podejmuje uchwał.
 
Gdyby wygrał Szmit - rada nie współpracowałaby z nim i mielibyśmy nic. Gdy wygra Grzymowicz - będzie to samo, ponieważ jako wiceprezydent robił z Małkowskim to samo, co robiłby jako prezydent. Powiadano w Olsztynie, że "Prezydent (Małkowski) się pokazuje, a wiceprezydent pracuje". Co więcej, guru-Cichoń, powiedział: "Nie przewidujemy współpracy radnych PO z Grzymowiczem, gdyby został prezydentem. Jego wybór grozi paraliżem decyzyjnym w mieście". (http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,6283921,Grzymowicz_kontra_Krukowski___ostra_kampania.html). A więc też lipa. Naczalstwo współpracować nie będzie.
 
Natomiast jeśli wygrałby Krukowski, to Platforma miałaby pełnię władzy, a najwięcej - Cichoń. A to już by była katastrofa. To co ma zrobić wybrany teraz prezydent - to dociągnąć tę kadencję do końca, do nowego rozdania kart.
 
Po czwarte - na tych wyborach głosowało się w ciemno. Szary obywatel nie wie tak naprawdę na kogo  głosuje i czemu. Najczęściej decydowała przynależność partyjna, wobec czego zamiast Krukowskiego, Platforma, na wzór pewnego rzymskiego cesarza, mogłaby wystawić w wyborach konia. Co więcej - w jakichś poprzednich wyborach, jak wieść gminna niesie, Krukowski startował z PSL-u. Teraz nagle zrobił się z Platformy. Natomiast z PSL-u, a raczej - popierany przez PSL, startował Grzymowicz, który z kolei trzymał kiedyś z Małkowskim, który wywodzi się z lewicy.  Sam zaś, pomimo, że startuje na prezydenta 200-tysięcznego miasta, startuje z partii chłopskiej. Popierana przez Małkowskiego, startowała była posłanka lewicy, Ciborowska, która postanowiła stanąć do wyścigu z niezależnego komitetu. A to dlatego, że lewica miała swojego oficjalnego kandydata - Kacprzyckiego... Rodzi to lekką paranoję.
 
Dlatego też nie skomentuję tych "wyborów". A ostateczny wynik, który poznamy w II turze, nie będzie miał w sumie większego znaczenia. Będzie źle lub bardzo źle. Dla mnie, publicysty-amatora, to dobrze. Czy Krukowski, czy Grzymowicz  - będę miał o czym pisać jeszcze co najmniej przez 1,5 roku. 
00:54, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (3) »
niedziela, 15 lutego 2009

Jak odkrył Fakt, a za nim NewsBar (http://newsbar.pl/3469/bank-posla-cichonia#more-3469), dla naszych milusińskich, przepraszam, posłów, jest to najlepszy czas na branie kredytów. Jakich tam kredytów! Pożyczek. Jak się pracuje w budżetówce, to też można takie "mieszkaniówki" brać. Co prawda na dużo mniejsze kwoty i wtedy nazwa "pożyczka" jest całkiem zasadna. A skoro pensje posłów są dużo wyższe niż nasze, maluczkich, to i ichnie pożyczki mieszkaniowe podpadają dla nas już pod słowo kredyt.

Oczywiście, prawdą jest to, co piszą posłowie w uzasadnieniu - taki kredyt jest na remont domu. Wszyscy w to głupio powinni uwierzyć, chociaża dom Cichonia ma się dobrze, a jak piszą internauci w komentarzach - dom posła Sycza stoi cały wybudowany (przez firmę Harhaja, patrz wpis o Funduszu Środowiska). Nie zmienia to jednak faktu, że panowie postanowili coś tam jeszcze sobie w domu poprawić.  I mają gdzieś, że w dobie kryzysu, gdy banki zamykają się przez szarym człowiekiem na cztery spusty, oni pod byle pretekstem remontowo-domowym mogą sobie pożyczyć tyle co na samochód z dziecinnym oprocentowaniem 3 procent.

Nad jednym tylko się zastanawiam - po co im te pożyczki? I tak pieniędzy mają jak lodu, a inwestować narazie nie ma co, bo chyba jeszcze recesja sporo potrwa. Na przykład poseł Sycz w tamtym roku w oświadczeniu majątkowym zadeklarował ponad pół miliona złotych majątku. Po co mu głupie 25 tysięcy? Z tego nawet się wiaty nie zbuduje! A może to taki automat? Jak są pieniądze do wzięcia, to brać. Nawet jeśli jest to bez sensu. Inaczej jak wrodzonym instynktem określonych osób sobie tego nie wytłumaczę.

Kiedyś, jak byłem w szkole, musiałem czytać "Przedwiośnie" Żeromskiego. Był tam taki fajny opis, jak młody Baryka podróżował z Baku przez ukraińskie stepy ku Polsce. Pociąg ciągle się wlókł i stawał w miejscu. Radzieccy kolejarze chodzili wtedy po ludziach i zbierali pieniądze, bo trzeba było szybko zrobić "remontik" pociągu. Gdy pozbierali wystarczająco dużo, to pociąg nagle się naprawiał. I nikt ich z tych "remontików" nawet nie rozliczał. Niech więc pointą tego wpisu będzie stwierdzenie: niech nam żyje socjalizm i przywileje dla Partii!

02:48, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (2) »
środa, 11 lutego 2009

Gazeta Olsztyńska: "Nietypowe miejsce na konferencję prasową wybrali sobie Cezary Grabarczyk, minister infrastruktury, i Jacek Protas, marszałek województwa warmińsko-mazurskiego" (http://gazetaolsztynska.wm.pl/Minister-z-marszalkiem-o-drogach-opowiedza-na-drodze,63899). Będą stali na tle pięknej drogi, pod Biskupcem, gdzie powstaje - jak pisze Gazeta Olsztyńska: "imponujący węzeł komunikacyjny". Czyżby mieli na myśli coś takiego: http://farm1.static.flickr.com/29/53577754_b8ed96b919.jpg?v=0 ?! Jeśli tak, to już mi ten węzeł zaimponował!

Nie, żebym czepiał się węzła. Propaganda sukcesu jest rzeczą dobrą. Można poczuć się dumnym ze swojego regionu. Ale dlaczego zaraz imponujący? Naprawdę, czyżby można byle estakadą zaimponować w naszych Wilkowyjach? Ech...

Tymczasem ciekawe Wilkowyje odbywają się w olsztyńskim ratuszu. Wg. anonimowego listu, ktory krąży po Olsztynie i dociera do redakcji GO, Aneta Płocharczyk - sekretarz Urzędu Miasta, przyznała jakieś tajemnicze podwyżki swoim ukochanym urzędasom. Innym nie przyznała i zrobiła błąd - bo znając życie, to ci niezadowoleni są autorami anonimu.

Inne Wilkowyje, to takie, że w ratuszu wydano mnóstwo pieniędzy na elektroniczny system, który wpuszcza urzędasów na pokoje i ma kontrolować, czy przypadkiem nie wychodzą na zakupy do Alfy w godzinach pracy. Jak pracownik zapomni swojej karty, to ma wrócić, a zapominalstwo odrobić po pracy. Monsieur Dąbrowski, szef związku zawodowego Pracowników Administracji Samorządowej Urzędu Miasta mówi, że w takim przypadku... "Rozwiązaniem może być wprowadzenie pisemnego potwierdzenia przez przełożonego obecności pracownika, który zapomniał karty. To jest rozwiązanie powszechnie stosowane w innych zakładach pracy ". Ciekawy ten ratuszowy związek zawodowy... Kto by pomyślał, że taki twór istnieje! Ja nie, dlatego każda chwila jest sposobna, aby podreperować swoją wiedzę. (materiał: http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,48726,6257806,Karta_kontroli_czasu_pracy_drazni_urzednikow.html)

Jak więc widać - głównym założeniem wewnątrz-ratuszowej polityki jest efektywność ekonomiczna.

17:43, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (2) »
sobota, 07 lutego 2009

Na świecie rządzi brat Ramzesa, Kryzys. Rząd Tuska szukał i znalazł. Wszyscy pilnują swoich budżetów. Na tym tle prawdziwym ewenementem jest Kętrzyn. To miasto uznało, że podobnie jak Dubaj, Singapur czy Szanghaj, opływa w gotówkę. Konkretnie, uznali tak radni tego cudownego miasta: http://ketrzyn.wm.pl/Radni-dodali-sobie-kasy,63438?more=2

A więc przewodniczący komisji dostaną 400 zł więcej, a szeregowi radni - 332 zł. więcej. Jeżeli w Kętrzynie jest ok. 20 radnych (radnych jest wg. internautów w tym mieście 21, a wg. głosowania za podwyżkami - 17, ale nie wszyscy musieli być przecież obecni) i 5 przewodniczących komisji (na ogół w radach jest 4-6 komisji), to łatwo policzyć, że zwiększono w ten sposób wydatki miasta o:

1) przewodniczący komisji: 5 x 12 miesięcy x 400 złotych = 24 000 złotych

2) szeregowi radni: 15 x  12 miesięcy x 332 złote = 59 760 złotych

Razem: około 84 tysięcy złotych! A są to same podwyżki, nie licząc już tego, co dostawali wcześniej.

Co można zrobić za 84 tysiące? Z jednej strony jest to za mało na jakąś inwestycję budowlaną, z drugiej - spokojnie można wykonać kilka mniejszych róbót, a takie zawsze są przydatne. Dawno nie byłem w Kętrzynie, ale wiem doskonale, że nie ma miasta w naszym regionie, w którym nie przydałoby się zrobić nowego chodnika (wg. uchwały budżetowej Lidzbarka Warmińskiego za 30 tysięcy można położyć całkiem niezły kawałek), w którym można by odnowić elewacje, wspomóc opiekę społeczną, dokupić komputery do szkół, albo chociażby zakupić niezbędne pomoce naukowe. Nauczyciele w tym kraju mają już dość wydzielania im w sekretariacie po jednej kredzie. Mądrze zagospodarowane 84 tysiące złotych to całkiem przyjemna poprawa, choć niewielka, ale zawsze widoczna w jakiś przyjemny sposób.

Najciekawsze w tym wszystkim jest, że na  17 obecnych na głosowaniu radnych, 5 było przeciw, 6 wstrzymało się od głosu, a 6 przegłosowało podwyżki. Widać, nie trzeba wiele, aby 84 tysiące pożegnały się z budżetem.

Dla miasta pozazdrościł ekonomicznych sukcesów starosta kętrzyński i rozbił służbowego Nissana Primierę. Internauci oskarżają gazetę o nierzetelność, tendencyjność i nagonkę na starostę. Niejeden z komentujących zaperza się: jesteście hipokrytami, a sami to prowadzicie zgodnie z prawem? No tak, panie komentujący, ma pan rację. Zdarza mi się przekroczyć prędkość, czy najechać na linię ciągłą. Jest tylko jeden problem. Jak ja rozbiję swój cud motoryzacji, to będzie to moja strata. Ja służbowym autem nie jeżdżę. 

12:47, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (1) »
piątek, 06 lutego 2009

Było niedawno o penisie, teraz jest trochę podobnie. Najważniejsza informacja w powiecie lidzbarskim, news znajdujący się na pierwszym miejscu lidzbarskiego działu wm.pl: 19 latek chodził pijany z kumplami i pokazał tyłek do kamery. Zdarzenie to zarejestował monitoring. Szczegóły sprawy, a nawet galerię zdjęć z całego zdarzenia z ową dupą w roli głównej można zobaczyć tutaj: http://gazetaolsztynska.wm.pl/Cztery-litery-w-kamerze-kosztowaly-500-zlotych,63500?img_id=1&pg=1#shrtctgal

Niewątpliwie, to całkiem wesołe zdarzenie mogłoby stać się przyczyną głębszej refleksji. W swoich rozważaniach napomknąłbym coś o tym, że każdy kiedyś chuliganił, a teraz już się nie da. Można by też zacząć filozofowanie o tym, że powszechna obecność kamer sprawia, iż człowiek w świecie przyszłości będzie człowiekiem inwigilowanym, że będziemy żyć w matriksie, a każdy nasz ruch zarejetruje oko Wielkiego Brata... 

Można też wysnuć refleksję smutniejszą: nie tak daleko od Lidzbarka, w Stoczku Klasztornym, mieszka sobie pewien pan. Ten pan ma syna, który dojeżdża do szkoły do Lidzbarka. Chciał mu wykupić bilet, ale okazało się, że musi zapłacić za  cały bilet miesięczny, chociaż autobus jeździ tylko w dni nauki szkolnej, a w lutym są ferie - dwa tygodnie. Bile kosztuje  117,81zł. 

Policzmy: luty jest najkrótszym miesiącem roku, ma 28 dni. 1 luty to była niedziela. Następnie mamy 14 dni ferii zimowych. Najszybciej więc syn mieszkańca Stoczka Klasztornego pójdzie do szkoły 16 lutego, w poniedziałek. Należy jeszcze odliczyć weekendy. Wniosek: za 10 dni dojeżdżania  ze Stoczka Klasztornego PKS żąda około 118 złotych! Czyli za przejazd 12 kilometrów ze wsi do miasta PKS żąda prawie 6 złotych. Tymczasem, na zwykłym, jednorazowym bilecie za 6zł można przejechać około 20 kilometrów. Wniosek: syn powinien kupować codziennie bilet jednorazowy. Już mi lekko zapachniało Bareją.

A terac chciałbym odnieść się do kilku komentarzy pod artykułem:

niejaki PKSsss walnął bzdurę:

"Szanowny Panie. Może już dosyć tego pseudokomuszego myślenia? Wychodzi na to, że należność (koszt + marża) za 2 tygodnie wożenia wynosi właśnie owe 117 złotych. Oznacza to, że Pański bachor dojeżdża pozostałe 2 tygodnie ZA DARMO! Oczywiście w teorii, bo w praktyce dopłacamy do tego my wszyscy (podatnicy)!!!
- To ja się pytam: Gdzie tu sprawiedliwość!?
Może wreszcie dosyć!!!"

Jest to oczywista głupota, ale potrzeba zacytować jeszcze jeden komentarz, aby uzasadnienie moje było w pełni klarowne. Internauta "k" napisał:

"Wniosek: nie ma co liczyć na obniżki, bo ludzie którzy muszą korzystać z komunikacji, dojeżdżać do szkoły czy pracy i tak dalej będą korzystać ze środków masowego transportu. PKS i prywaciaże mają nas gdzieś. Liczy się czysty zysk."

Otóż, usługi transportowe, takie jak kolej czy PKS, zaliczymy do usług publicznych - usługi te, w ramach ustawodastwa WE, mają być nie tylko dostępne każdemu obywatelowi, ale i ich jakość powinna być coraz wyższa.

Nie ma więc racji PKSsss, twierdząc, że to jest komunistyczne myślenia. Myślenie jest jak najbardziej racjonalne. W normalnym kraju (bardzo używany u nas zwrot - "w normalnym kraju"...) obywatel ma prawo nie tylko zapłacić odpowiednią cenę, ale ma przede wszystkim mieć realny dostęp do usług transportu pasażerskiego.

Nie ma też racji, mówiąc, iż niesprawiedliwe jest dopłacanie z podatków do onego PKS-u. Owszem, w ramach sprawiedliwości społecznej jest to jak najbardziej uzasadnione. Jak napisał/a "k" - ludzie chodżą do szkoły, jeżdżą do pracy i niestety - muszą jeździć. 

Już teraz w niektórych gminach, coraz częściej organizowane są przetargi na dowożenie dzieci do szkół. To właśnie na samorządach i rządzących spoczywa obowiązek zapewnienia transportu publicznego. I nawet jeśli w wiosce mieszka jeden, stary drwal, to zgodnie z europejskimi dyrektywami, musi mieć w tej wiosce skrzynkę pocztową. I nawet jeśli przebudowano drogę z Olsztyna do Lidzbarka, to autobus nie pędzi przed siebie, tylko zjeżdża i do tego Barcikowa zajeżdża, czego wielu z nas - mieszkańców regionu, doświadczyło na własnej skórze.

Zainteresowanym polecam rozporzadzenie Parlamentu Europejskiego i Rady z 23 X 2007, dotyczące usług publicznych w zakresie kolejowego i drogowego  transportu pasażerskiego:

http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:L:2007:315:0001:0013:PL:PDF   

Tymczasem, póki co, my mamy PeKaEs i cwaniaków. I prawie 120 złotych za  dwa tygodnie dojeżdżania do szkoły. Życzę Państwu miłego dnia!  

 PS.

Zapomniałem o refleksji smutniejszej. Refleksja smutniejsza: Homo homini dupus est. W wolnym tłumaczeniu - człowiek człowiekowi jest dupkiem. 

03:55, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 lutego 2009

Kto gra szachy, wie, że strategicznego pola trzeba bronić. Najlepiej postawić tam jakiegoś swojego konia albo pionka, który samą tylko swoją obecnością mąci przeciwnikowi wszelkie strategie. Kiedy pionek ten jest zagrożony, należy go podeprzeć. Gońcem, wieżą, albo nawet i hetmanem.

Strategicznym miejscem jest stanowisko prezydenta Olsztyna. Sytuacja wygląda krucho i Platforma wspiera Krzysztofa Krukowskiego swoimi głównymi siłami. Pierwszy przyjechiał goniec - niejaki Stanisław Gawłowski, sekretarz stanu z ministerstwa ochrony środowiska. Nie przyjechał z pustymi rękoma - sypnął od razu 150 milionami pożyczki z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, dzięki czemu olsztynianie nie będą musieli płacić ze swoich rachunków za przebudowę sieci wodno-ściekowej. Ale to tylko początek.

Jak mówi Gazeta Wyborcza, przyjechać mają kolejne laufry z Warszawy: minister sportu Mirosław Drzewiecki, minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska, wiceminister gospodarki Adam Szejnfeld, minister infrastruktury Cezary Grabarczyk. Przyjechać ma też potężna wieża - Grzegorz Schetyna.

W końcu objawić się ma mieszkańcom Olsztyna sam hetman Tusk, który na specjalnie nakręconym, krótkim spocie (można odnaleźć  go chociażby na NewsBarze), zachęca już dzisiaj olsztynian do głosowania na Krzysztofa Krukowskiego (http://www.youtube.com/watch?v=kCSfHApaelA). Hetman Tusk prezentuje się wytwornie i mądrze na tle regałów zastawionych pięknie oprawionymi książkami. W tle słychać dźwięki relaksacyjnej muzyki, która wprowadza widza w dobry nastrój. Następnie, gdy jesteśmy już pozbawieni sceptycyzmu, a książki i kojący głos Donalda Tuska rozproszyły nasze wątpliwości, pojawia się Krzysztof Krukowski. W prostych słowach mówi, że wielu z nas go zna, że jest wykładowcą na uniwersytecie. Mądrość i kompetencja biją ze słów obydwu panów. I już jesteśmy ugotowani.

Swojego pionka, a może nawet konia, popiera też PSL. Jak donosi Newsbar, Waldemar Pawlak: "przyjedzie w poniedziałek 9 lutego popierać Grzymowicza. Rano spotka się ze studentami w auli TWP, a po południu w Villi Pallas z przedsiębiorcami" (http://newsbar.pl/3414/partyjny-desant#more-3414). W dobie kryzysu, pokazujący w mediach show pt. "szukamy 17 miliardów", premier i minister gospodaki, wydawało by się, że mają ważniejsze zajęcia niż mówienie olsztynianom kogo mają wybierać. 

Wg. NewsBara możemy też spodziewać się wizyty Jarosława Kaczyńskiego, ponieważ Prezes PiS również musi wesprzeć "niemrawą" kampanię Jerzego Szmita. 

Średniowieczni filozofowie mawiali o sobie, że są "karłami na ramionach olbrzymów", ponieważ to, że widzą dużo, zawdzieczają filozofii antycznej, która pokazała im szerszą perspektywę. Właśnie dzięki ramionom olbrzymów można wspiąć się na szczyty. Czy powie o sobie w ten sposób Krzysztof Krukowski w drugiej połowie lutego? 

PS.

Tymczasem przebudowa alei Piłsudskiego została skreślona z listy inwestycji dofinansowanych przez Unię. 

http://gazetaolsztynska.wm.pl/Przebudowa-alei-Pilsudskiego-zostala-skreslona-z-list-inwestycji-dofinansowanych-z-Unii,63306

01:37, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2