RSS
sobota, 31 stycznia 2009

"Tylko kandydat PO poszedł na galę samorządowca" - donosi Gazeta Wyborcza, o. Olsztyn:

(http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,48726,6212613,Tylko_kandydat_PO_poszedl_na_gale_samorzadowca.html)

Nie dlatego, że pozostali kandydaci mieli akurat imieniny szwagra, czy też postanowili sobie zwyczajnie olać ważną imprezę. Sugestywny tytuł "Gazety" naprowadza jednak myśl ludzką na takie domniemanie - tylko jeden poszedł, to znaczy, że tylko jeden jest porządny. Nic bardziej błędnego.

Cały SKANDAL polega na tym, że zorganizowana za publiczne pieniądze gala w Teatrze im. Jaracza była de facto wewnątrzpartyjną hucpą PO. 

Na uroczystości tej, podczas której wręczano m.in. statuetki św. Jakuba, przewodniczący rady miasta Zbignew Dąbkowski powitał "kandydatów na prezydenta Olsztyna". Nie wiem, ile sarkastycznego humoru nosi w sobie ten człowiek, biorąc pod uwagę, że jedynym obecnym kandydatem był Krzysztof Krukowski z PO.

I nie byłoby w tym nic złego, jeśli pozostali kandydaci by po prostu nie przyszli, bo nie skorzystali z zaproszenia. Tymczasem, jak mówi Dąbkowski, nie było zaproszeń. Tłumaczy, że przecież każdy mógł przyjść. Poza tym to nie do końca tak, bo podczas przypadkowego spotkania w ratuszu z Jerzym Szmitem, powiedział mu, że "może przyjść". 

Pytanie: Czy przewodniczący rady ponad 200-tysięcznego miasta, stolicy regionu, jest chamem? Odpowiedź wg. mnie brzmi: Tak, jeśli oganizując tego rodzaju imprezę, nie wysyła imiennych zaproszeń jak w cywilizowanym kraju, to jest chamem. Co więcej - bez żadnego zażenowania opowiada w mediach w jaki sposób zaprasza się w Olsztynie lokalnych polityków na "galę samorządowca" - poprzez przypadkowe spotkania w ratuszu. Całe szczęście, że pan Dąbkowski nie spotkał na zakupach pana Grzymowicza, bo mógłby mu powiedzieć: "Cześć, wpadniesz na galę?". Mógłby też sptkać Bogusława Rogalskiego, gdy ten wynosi śmieci, albo panią Ciborowską, odbierając garnitur z pralni. 

Jako Książę wiem dobrze, że nie wystarczy ubrać tenże garnitur, zrobić poważną minę i usiąść w stylizowanym, teatralnym fotelu, aby być człowiekiem z klasą. Na początek proponuję Platformie krótki kurs savoir-vivre w podziemiach mojego pałacu. Tylko nie zapomnijcie słomy wyciagnąć! 

02:03, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (2) »
czwartek, 29 stycznia 2009

Termy w Lidzbarku Warmińskim to projekt znany od dawna i odgrzewany co jakiś czas. Na ich temat rozpisują się gazety, jeden radny starostwa lidzbarskiego założył nawet bloga poświęconego termom:

http://www.samorzad.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?354956

I wszystko byłoby fajnie, tylko ludzie ciagle są nieufni. Mówią, że z zazdrości, że to polskie malkontenctwo i tak dalej. To bardzo tendencyjne gadanie. I obawiam się, że nieufność w przypadku term jest uzasadniona. 

Po pierwsze: Co się robi najpierw - stawia fundamenty czy buduje ściany i dach? Oczywiście, najpierw zaglądamy pod ziemię. Fundamentem dla term, podstawą ich bytu, są wody geotermalne. Wypadałoby więc najpierw dokonać badań, a potem decydować o lokalizacji. U nas jest na odwrót - wiadomo, że termy mają być w pobliżu wylotu na Olsztyn. Tymczasem, jak napisał na swoim blogu radny Bohdanowicz w artykule z 15.05.2007 ( http://www.gazetaolsztynska.wm.pl/Termy-Warminskie-szansa-dla-regionu,24144 ):

"Jedyną strefą, która utrzymuje wystarczające ilości wody i temperatury geotermalnej jest kambr. Strefa kambru regionu leży na zachodzie powiatu (Orneta) głębiej niż na wschodzie powiatu (Lidzbark), dlatego też możliwe jest poprzez głębsze odwierty wydobycie wody o wyższej temperaturze. W strefie głębokiej 2000-2400 k poniżej poziomu można wydobyć wodę o temperaturze 50-60 ° C. Na wschodzie przy ca. 1800 m kończy się warstwa kambryjska bogata w wodę geotermalną i dlatego uzyskuje się wodę o temperaturze tylko 37 ° C. Porównanie pomiędzy lokalizacjami koło Ornety i lokalizacjami koło Lidzbarka wychodzi na korzyść miasta Orneta, ponieważ można tutaj oczekiwać wyższych temperatur wody termicznej i dostępność jest trochę lepsza."

I chyba dla każdego jest jasne, że lokalizując termy w okolicach Ornety mielibyśmy prawdziwe ciepłe kąpiele, ba - SPA dla Warszawiaków w okolicach pięknego Krosna byłoby czymś wspaniałym. Tymczasem  termy muszą być w Lidzbarku. Jeśli woda okaże się za zimna, to zatrudni się ludzi do podgrzewania. Albo będzie się przewozić ją z Ornety w beczkowozach - wielkich termosach. Swój artykuł sprzed ponad 1,5 roku radny Bohdanowicz kończy w ten sposób: 

"Ostateczne słowo o lokalizacji budowy term powinno należeć do ekspertów i ewentualnych inwestorów. Nie daj Boże! - aby o tym decydowali politycy, którzy najlepszą inicjatywę potrafią, mówiąc delikatnie 'popaprać'"

I jak tu się z radnym nie zgodzić?

Tymczasem, zapatrzony w świetlaną wizję zbawczych term, starosta lidzbarski, w udzielonym niedawno wywiadzie (http://lidzbark-warminski.wm.pl/Nie-bedzie-przejscia-przez-most,62630) mówi, że przez zamknięty i walący się w centrum Lidzbarka most przejścia nie będzie. I tymczasowej kładki też nie będzie. I wojsko też nie zbuduje żadnej prowizorki. A w ogle to nic nie wiadomo. Jak termy będą, to tak wszystkim oczy zbledną, że żaden most nie będzie w Lidzbarku potrzebny, bo wszyscy nauczą się pływać.

 A propos' - przypomniała mi się historia z Białej Podlaskiej. Pewien milioner z Turcji miał tam zbudować wieżowce, tor Formuły 1, uniwersytet i coś tam jeszcze. Tak się wszyscy cieszyli i niedowierzali na przemian. Zupełnie jak z termami.

Orneto, nie czekaj! Jeśli przegrałaś termy w urzędach, to nie znaczy, że nie będziesz ich miała. Znajdź inwestora, który pogrąży Lidzbark i stworzy Prawdziwe Termy - bez głupiego rozmachu, fajerwerków i obiecanek, ale z ciepłą wodą i z głową. Z głową przede wszystkim.

02:53, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (1) »
niedziela, 25 stycznia 2009

W naszym kraju akcja serialu Alternatywy 4 dzieje się dalej, nie zważając na to, że minęło 20 lat od czasów Okrągłego Stołu. Konkretnie w Olsztynie - mieście ludzi uwięzionych w spółdzielcze sidła. Wchodząc na stronę www.olsztyn.wm.pl można zaobserwować trzy następujące po sobie artykuły, które zawierają opis poczynań instytucji z magicznym słowem SPÓŁDZIELNIA w nazwie.

Pierwszy z nich zatytułowany jest "Parkowanie dla wybranych" i opowiada o tym jak spółdzielnia Pojezierze ustawiła szlaban i na parking wpuszcza mieszkańców wybranych przez siebie bloków.

Drugi zatytułowany "Miedza prezesa dzieli " opowiada jak Przes Olsztyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej ogradza blok przy ul. Iwadzkiewicza 10. Co ciekawe - autor artykułu pisze: "Kiedy pisaliśmy o grodzeniu terenu przy ul. Rataja, prezes Olsztyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej pytał, czy oglądaliśmy "Samych Swoich". I dodał, że grodzeniem po gospodarsku wyznacza miedzę". No cóż, jeżeli w tym kraju wzorem do naśladowania dla prezesów wielkich jednostek własnościowych są bohaterowie "Samych Swoich", to pogratulować im tylko umiejętności autokomrpomitacji. Bardziej idiotycznego wytłumaczenia chyba znaleźć nie mógł.

Trzeci artykuł, poświęcony Spółdzielni Jaroty, opowiada o tym jak mieszkańcy tejże spółdzielni dostali alternatywę: albo likwidacja zsypów na śmieci, albo wymiana. Bez pytania o zdanie spółdzielnia domaga się opłaty na ten cel, średnio w wysokości ok. 2000zł. Oczywiście istnieje oficjalny fundusz remontowy, ale co z tego. Płacić to płacić. 

Podsumowując można stwierdzić, że komuna żyje u nas w najlepsze. To dosyć banalny i oczywisty wniosek.  Można też stwierdzić, że prezesi olsztyńskich spółdzielni zajmują się głównie stawianiem szlabanów, ogradzaniem "po godpodarsku" i dawaniem ludziom wyborów w stylu: źle lub niedobrze. No cóż, divide et impera. Dziel i rządź. 

 http://gazetaolsztynska.wm.pl/Parkowanie-dla-wybranych,61582

http://olsztyn.wm.pl/Miedza-prezesa-dzieli-mieszkancow,58492

http://olsztyn.wm.pl/Spoldzielnia-Jaroty-i-decyzje-zarzadu,62699

02:00, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 stycznia 2009

Mój blog działa - stwierdzam z przyjemnością. Ludzie dzielą się ze mną tym, co zauważyli. Ostatnio otrzymałem sygnał z powiatu bartoszyckiego. Jest taka strona do oceniania polityków - www.dobrzypolitycy.pl. Co ciekawe - jeśli chodzi o radnych powiatu Bartoszyce, uderza w oczy szczególnie niska średnia ocen jednego z radnych, niejakiego Mirosława Bogdana Olejnika. Jednak prawdziwe zdziwienie i przereżanie budzi to, co znalazłem w komentarzach dotyczących owej persony.

Żaden chyba z radnych powiatowych w naszym województwie nie ma pod swoim nazwiskiem tak wielu dziwnych, agresywnych i wulgarnych komentarzy. Często - bardzo niedorzecznych. O co chodzi?

 Z lektury komentarzy można dowiedzieć się, iż tenże radny pełni jednocześnie funkcję dyrektora Zespołu Szkół z Ukraińskim Językiem Nauczania w Górowie Iławeckim. I coś mnie oświeciło! To ta sama, słynna, ukraińska szkoła, której dyrektorem był poseł Miron Sycz. Poseł znany z afery z "wiatą' oraz ze sprawy tajemniczych nominacji na dyrektora owej szkoły. To właśnie tej szkoły dotyczył najdłuższy chyba wątek w historii forum Gazety.pl - Olsztyn. A więc to radny Olejnik jest tym tajemniczym dyrektorem, który przejął dyrektorowanie po dyrektorze, który zrezygnował w tajemniczych okolicznościach, po którego rezygnacji zaczęły wybuchać raz za razem górowsko-ukraińskie afery.

Znalazłem stronę internetową tej szkoły i wszystko się potwierdziło. Na www.szkolazdumka.pl można zobaczyć, że faktycznie - dyrektorem szkoły jest Mirosław Olejnik... ale uwaga - "dyrektorem honorowym" jest Miron Sycz. I jakby wszystko stało się jasne. Tam nawet napisane jest wprost, że Mirosław Olejnik jest radnym powiatu Bartoszyce.

No dobra, myślę sobie. Nieważne jakim cudem zdobył stołek tego dyrektora, czy ów Sycz, którego pieskiem nazywają niektórzy komentujący radnego, mu pomógł, czy zdobył może dyrektorowanie w całkiem legalny sposób. Zastanawia mnie jedno - dlaczego co jakiś czas wpisuje się osoba podająca się za "ucznia" lub "byłego ucznia" i... wulgarnie krytykuje nauczycieli tej szkoły, na przykład biologa! Mamy więc już sytuację całkiem patologiczną - na stronie oceniającej działalność radnego wpisuje się były uczeń prowadzonej przez niego szkoły i krytykuje jej nauczycieli! Co więcej, niektórzy wpisujący się mówią, że pod nickiem "były uczeń" kryje się sam radny powiatu. Tej schizofrenii nie jestem w stanie pojąć. Nie jestem też w stanie pojąć tego, że zaraz potem wpisuje się sam bohater całego zamieszania, lub ktoś kto się za niego podaje, straszy wszystkich prokuraturą, mówi, że ciężko pracuje dla powiatu i nic nie rozumie.

Pod nazwiskiem radnego trwa istny festiwal wyzwisk, bulwersów, pomówień i czego tam jeszcze. Anonimowe wpisy oskarżają innych, anonimowych ludzi o zdrady małżeńskie. Dosyć ciekawą koncepcję zaprezentowało kilku gości tej strony. Sugerują oni, że Olejnik i Sycz specjalnie tworzą złą atmosferę wokół szkoły, żeby ją sprywatyzować na cele jakiegoś stowarzyszenia, które to niby pewnie w tym celu zawiązali. Ciekawa koncepcja i słuszna strategia obu panów. Bo jeśli chodzi o mnie - ja swojego dziecka do takiej szkoły nie posłałbym na pewno!

Pozostaje tylko pytanie: kto tak naprawdę rządzi tą szkołą? Radny powiatu, który zdaje się byc sterowany przes aferzystogennego posła? Województwo, którego instytucją jest ta szkoła? No cóż. Narazie mamy małomiasteczkowe bagienko. Pytanie tylko: czemu w tym bagnie topione są publiczne pieniądze?

 

00:51, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 stycznia 2009

Jeszcze nie tak dawno krytykowałem tutaj pewnego dziennikarza portalu WM.pl za zajmowanie się bzdurami typu śniegowe penisy na Naszej-klasie, a już mnie los pokarał i kazał zwrócić mu honor. Tym razem nasz dzielny żurnalista wykrył grubszą sprawę.

Otóż w Działdowie przyłapano na kradzieży radnego miejskiego, 54-letniego członka komisji spraw społecznych i porządku publicznego. Ukradł dwie butelki whisky i kawę.

Teraz rozumiem co mają na myśli stare babcie, gdy nazywają polityków złodziejami. Wcześniej przekonany byłem, że chodzi o jakieś afery, korupcję, powiązania mafijne... Tymczasem słowa starych babć należy interpretować dosłownie i nie wyobrażać sobie niewiadomo czego.

Przepraszam, ale ta sprawa jest tak absurdalna i głupia, żałosna i napełniająca każdego przyzwoitego człowieka niesmakiem, że na tym się skończy moje komentowanie całego zajścia. To jest tak niesamowicie głupia sprawa, że nie wiadomo co by tu jeszcze napisać. Chyba tylko to, że po raz kolejny okazuje się w jakich standardach żyjemy i jaką prowincją jesteśmy. Smutne. A autorowi artykułu - tym razem gratuluję.

http://dzialdowo.wm.pl/Radny-przylapany-na-kradziezy,62329

 (Polecam lekturę komentarzy).

01:01, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 stycznia 2009

Buszując po naszym regionalnym internecie w poszukiwaniu ciekawych newsów do skomentowania nie omieszkałem zajść na "Portal Warmii i Mazur" - www.wm.pl. Na stronie głównej portalu zabłyczczał mi przed oczyma jaskrawozielony zrzut ekranu z "Naszej-klasy". Oto najważniejsza wiadomość w naszym regionie. Cytuję tytuł: "Obsceniczny bałwan wizytówką 'Plastyka'". Afera na miarę naszego biednego regionu!

O co chodzi? - pomyślałem. Okazało się, że absolwent liceum plastycznego w Olsztynie wrzucił na profil swojej szkoły zdjęcie śniegowego bałwana-penisa.

Sprawca zdarzenia tłumaczy się: "Nie ja lepiłem tego bałwana, ja tylko zrobiłem mu zdjęcie i wrzuciłem na Naszą Klasę". Aż strach pomyśleć, czy nie zalewał się łzami. Po chwili dodaje w stylu Zygmunta Freuda: "To portal wspominkowy. Dla mnie to zdjęcie jest wspomnieniem czasów szkolnych, dlatego je tu wrzuciłem. Nie zamierzałem nikogo obrażać. To zwykły bałwan, ale oczywiście każdy zobaczy w nim to, co chce".

Wszyscy więc jesteśmy zboczeni, a najbardziej chyba piszący artykuł dziennikarz, który utrzymuje sprawę w napięciu i udaje się ze skargą do dyrekcji... "To czyn niegodny wychowanka naszej szkoły" - powiedział dyrektor. Jak widać jest bardzo wyluzowanym człowiekiem. Sztywniactwo jak z PRL-u, ale zaraz pomyślałem: przecież musiał się oficjalnie zbulwersować. Nie jeden Gombrowicz już zauważył, że jesteśmy krajem absurdalnych i oficjalnych bulwersów. Dyrektor czerwienieje i odgraża się: "Na pewno któryś z moich pracowników zadzwoni do naszego byłego ucznia i zażąda usunięcia zdjęcia". Mam nadzieję, że nie kazał zadzwonić dla konserwatora Mietka, który w razie czego miał pogrozić niepokornemu absolwentowi kluczem francuskim tudzież gołą pięścią.

Najgłupsza jest jednak w tym wszystkim notka na koniec artykułu. Dziennikarz tłumaczy ludziom, że "Nasza Klasa to portal, który skupia szkolnych kolegów, którzy po wielu latach odnaleźli się w internecie. Ma 16 mln użytkowników". Pytanie: skoro co druga osoba w tym kraju, nie licząc dzieci w wieku od lat 1 do 5, ma konto na "Naszej-klasie", to komu on to tłumaczy? Być może nikomu. Jednak liczy się forma! Forma musi być zachowana - liczy się, aby było typowe dziennikarskie podsumowanko.

Z ciekawości nawet sprawdziłem, czy autor artykułu ma konto na tym nieznanym nikomu polskim portalu z 16 milionami użytkowników. I wiecie co? Nie miał!

Jeśli więc ktoś chce odwiedzić "Portal Warmii i Mazur" to pierwszym newsem, jaki dostrzeże będzie informacja o skandalicznym zdjęciu śniegowego penisa zamieszczonym na pewnym portalu społecznościowym, który się nazywa "Nasza-klasa" i ma 16 milionów użytkowników.

Jeśli chcecie zobaczyć przyczynę zamieszania, to kliknijcie tutaj (artykuł):

http://ww3.wm.pl/Obsceniczny-balwan-wizytowka-Plastyka,62312

 PS:

Mamy bardzo sumiennych dziennikarzy w tym regionie. Dostrzegą każdy szczegół, każde brzydkie zachowanie. Są tak wgapieni w szczegóły, że jak się dzieje coś brzydkiego na górze, to nie widzą. Jak Paszczak z "Muminków" łażą z lupą przy ziemi i badają każde zdjęcie śniegowego penisa, nie widząc, że z góry plują wiadrami...Deszcz pada - mówią. I dalej zajmują się byle czym.

 

02:34, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »

Są dwa przypadki, w których omija się prawo. Pierwszy - jeśli prawo godzi w nasze interesy i trzeba je jakoś ominąć, wiecie rozumiecie, żeby to jakoś wyszło na nasze. Drugi - jeśli prawo jest głupie.

Z którym przypadkiem mamy do czynienia w przypadku Kurii Warmińskiej? Jak donosi "Rzeczpospolita": "Metropolita wysłał 40 duchownych na podyplomowe studia z etyki". Jest to dziwne. Księża przecież z założenia i z racji pełninej funkcji są specjalistami od moralności. Żadne studia nie są im potrzebne, to oni przecież nas uczą o tym co dobre i złe. Musieli zrobić te studia, aby móc uczyć przedmiotu "etyka" w szkołach. Po prostu - taki głupi, formalny, biurokratyczny wymóg. Wiemy już więc, że mamy w przypadku Kurii do czynienia z przypadkiem drugim. Oni to muszą robić, bo prawo jest głupie. Całe szczęście. Bałem się już, że mieli na celu wariant pierwszy, czyli zabezpieczenie swoich interesów, np. jakby rodzice nie posyłali dzieci na religię...

Co ciekawe - "Same studia zorganizował ksiądz prof. Jarosław Michalski, który był kierownikiem podyplomowych zajęć z pedagogiki religii i etyki". A więc ksiądz uczył księży etyki na świeckim uniwersytecie. To też jest dziwne. W gruncie rzeczy przecież i ksiądz profesor z uniwersytetu i ksiądz-student, to księża tego samego wyznania. Wyznają tę samą etykę - Kościoła Katolickiego. Z założenia mają na złe i dobre uczynki takie same poglądy - zgodne z oficjalną doktryną Kościoła. No, ale musieli nauczyć się na uniwersytecie, że istnieją również inne etyki, nie koniecznie chrześcijańskie. Wiadomo, taki głupi, biurokratyczny wymóg. 

Biskup Tadeusz Pieronek nie widzi w tym nic nadzwyczajnego. Zakazanie księżom prowadzenia zajęć z etyki byłoby wg. niego dyskryminacją. Teoretycznie ma rację. Teoretycznie też - etyka to inny przedmiot niż religia. Księża-etycy na swojej podyplomówce uczyli się o systemach Hegla, Kartezjusza i Kanta. Teoretycznie więc prowadząc lekcje etyki, zupełnie rzetelnie będą opowiadać o świeckich filozofach. Teoretycznie - poświęcą nauce Kościoła proporcjonalnie tyle godzin lekcyjnych, na ile ważna była ona dla rozwoju etyki jako dyscypliny filozoficznej. Teoretycznie.

Mój szacunek wzbudza proszący o anonimowość wykładowca teologii UWM, też ksiądz, który wali prosto z mostu: "Młodzież nie chce chodzić na religię i wybiera etykę. A tam znów ma zajęcia z tym samym księdzem od religii. To niedorzeczność".  To co mnie smuci - to fakt, że prosi o anonimowość. I zapewne nie dlatego, że jest to wybryk jego fantazji.  

Artykuł:

 http://www.rp.pl/artykul/249545.html

01:42, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 stycznia 2009

Stanisław Bareja był geniuszem. Niestety, duch jego abdurdalnego poczucia humoru zawisł nad naszym województwem. Otwarte z wielką fetą boiska nie są otwarte. To znaczy - oficjalnie otworzono je, ale nie oddano do użytku. A to bardzo znacząca acz subtelna różnica.

Kiedy olsztyńskiego "Orlika" otwierał z pompą minister Drzewiecki przypomniały mi się po kolei: taniec koparek na    PIS-owskiej autostradzie, wizyty Gierka oraz kultowy serial Barei o ulicy Alternatywy 4.

Z praktycznego punktu widzenia oddanie jednego "Orlika" do użytku to nie taka prosta sprawa. Nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę, tutaj się od nich aż roi. Projekt jest rządowy, a więc kasę daje Warszawa. Gazeta.pl podaje, że inwestycja jest finansowana z budżetu samorządu województwa oraz budżetów gmin, które chcą mieć Orliki. Mamy więc już trzy podmioty. A teraz rzecz najważniejsza - te wszystkie trzy podmioty muszą się dogadać. Jakoś się dogadały.

Oprócz tego mamy tajemniczego "Wykonawcę", który, jak to w Polsce najczęściej bywa -  jest spóźniony. To jedna z przyczyn braku oddania orlików do użytku, np. w Orzyszu. No, ale minister przyjechał, więc trzeba było otwierać. Najważniejsze jest przecież show dla ludzi, nożyczki i wstęga.

Inne przyczyny to zmiana podmiotu administrującego. Na przykład w Olsztynie "Orlik" miał być administrowany przez szkołę, ale okazało się, że będzie to głupie, bo kto nie jest uczniem, nie będzie mógł korzystać. Oczywiście wcześniej o tym nie pomyślano. Więc zmienia się z gimnazjum na Ośrodek Sportu i Rekreacji. W tym przypadku mamy więc już pięć podmiotów, które musiały współpracować: trzy finansujące, wykonawcę i dwa administrujące. Dlaczego otwarto boisko przed czasem? Bo termin został ustalony z ministerstwem, a później wyniknęły problemy. Wzięły i wyniknęły. To doprawdy smutne.

W Iławie za to po miesiącu od oficjalnego otwarcia nadzór budowlany dokonał odbioru technicznego boiska. Mam nadzieję, że nie okaże się teraz w Iławie, iż trzeba zmienić administratora. Mam też nadzieję, że jak już zmienią w Olsztynie administratora, to nie będą musieli czekać na oficjalny odbiór przez nadzór budowlany. Może już tam to załatwili.

Proponuję, w razie ponowienia przedłużających się formalności, wzajemne łapówkarstwo podmiotów publicznych. Na przykład miasto daje w łapę nadzorowi budowlanemu, żeby szybciej odebrał boisko. A wykonawca dostaje dodatkową premię, żeby się nie spóźniał. Z kolei dobrze by było postawić flaszkę urzędasom patronującym postęowaniu administracyjnemu w sprawie zmiany administratora. Przyszedłby ktoś z Ośrodka Sportu i Rekreacji i powiedział: macie tu drobny prezent w reklamówce, a teraz wydajcie nam tę decyzję. I jak wszystko szybko by poszło!

A jakby chcieli wcześniej z ministerstwa przyjechać, to się pomaluje teren na zielono i będzie wyglądało jak boisko. Powbija się szybko choinki z lasu tworząc "zieleń ozdobną". A potem zaprosi się pana ministra do mazurskich ostępów na polowanie. Na przykład poseł Sycz mógłby wraz z kolegami od kieliszka zorganizować grilla w swojej ekologicznej wiacie. A potem polowanie - na wypastowanego prosiaka.

W każdym bądź razie ja składam obywatelski protest, jak tutaj:

http://pl.youtube.com/watch?v=6rQfJeuNoe4&feature=related  

01:27, ksiaze_olsztyn
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 stycznia 2009

Jak donosi NewsBar:

http://newsbar.pl/3344/czy-krukowski-byl-czlonkiem-psl-u

"Cały internet szuka informacji o Krzysztofie Krukowskim". Ktoś nawet przysłał listę wyborczą z 2002r., na której zarejestrowany jest jakiś Krukowski. Nikt jeszcze nie wie, czy to ten. Kandydat na prezydenta Olsztyna jawi się dzisiaj jako tajemniczy Don Pedro z krainy deszczowców. Budzi zainteresowanie i każdy szuka o nim jakichś informacji. Wzbudza niepokój. Jak na Dzikim Zachodzie pojawia się w mieście i budzi popłoch.

W tym momencie należy sobie uświadomić w jakim kraju i w jakich standardach żyjemy. Otóż, rządząca partia wystawia swojego kandydata na miesiąc przed wyborami. Przypominam, że nie chodzi o kandydata na sołtysa, tylko na prezydenta prawie 200-tysięcznego miasta, stolicy regionu! Można by rzec: cyrk na wrotkach. Ale jak zauważył z entuzjazmem nasz niemiecki przyjaciel Steffen Moeller, Polacy są narodem spontanicznym i żywiołowym. 

Ja jednak uważam, że w żadnej mierze nie usprawiedliwia to poczyniań Platformy. W normalnym kraju kandydat na prezydenta Olsztyna od kilku miesięcy powinien prowadzić własną stronę internetową z dokładną biografią. W tym kraju ze szczególnym uwzględnieniem wykonywanych zajęć przed 1989r. Tak jak swoje CV składamy u pracodawcy, tak swój życiorys powinien oferować wyborcom. To przecież oni go zatrudnią! My jednak otrzymujemy jedynie informację, że karierę naukową "spędził", a poza tym siedział w radzie nadzorczej MPK. Niewątpliwie - wiele to o człowieku mówi.

Wnioski jakie się wysuwają z takiego stanu rzeczy są smutne. Można pomyśleć, że Platforma traktuje wybory jako farsę i równie dobrze mogłaby wystawić Byle Kogo. Ba, Platforma jest jeszcze bardziej niemądra, bo nie dość, że traktuje te wybory jako farsę, to jeszcze szybko może okazać się, że tą farsę przegra.

Wracając zaś do kandydata, który być może był PSL-owcem (w końcu pochodzi z Kiwit) - NewsBar pyta: "Ale czy to możliwe, aby szanująca się Platforma tolerowała takie skoki z kwiatka na kwiatek?". No cóż, skoro mogła zaakceptować Sycza wędrującego od PZPR, przez SLD, Ordynacką, UW aż do kręgów PO, to czemu nie może zaakceptować Krukowskiego? Szczególnie, jeśli pan Cichoń tego wymaga. 

00:12, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (1) »
środa, 14 stycznia 2009

Partia bardzo Obywatelska wystawiła swojego kandydata! Jest nim nieznana i blada jeszcze twarz, zwana Czarnym Krukiem. Wygrał dzięki poparciu wodza Cichonia. Warto się przyjrzeć naszemu nowemu kandydatowi.

A więc z informacji zamieszczonej w artykule Gazety Wyborczej wynika, że jest doktorem nauk ekonomicznych i całą karierę zawodową „spędził jako pracownik naukowy” (od kiedy karierę się „spędza” ?). Jednak zaraz potem Gazeta zaprzecza swym słowom i informuje nas, że jest szefem rady nadzorczej MPK i Warmińsko-Mazurskiej Agencji Rozwoju Regionalnego.

Jeżeli chodzi o szefowanie radzie nadzorczej MPK, to ma ten człowiek bardzo ciekawe zainteresowania, skoro przez całe życie „spędzał karierę naukową” w ramach działalności zawodowej. MPK zajmował się widocznie jako hobby, zamiast piwa z przyjaciółmi.

Jeśli zaś chodzi o szefowanie w radzie nadzorczej Warmińsko-Mazurskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, to raczej nie głosowałbym na niego. Wystarczy popatrzeć jaki „rozwój regionalny” osiągnęło nasze województwo:

  www.rp.pl/galeria/2,2,247454.html           

Mamy najwięcej biedy i najniższe zarobki w Polsce, a podlaskie jest już półkę wyżej. Podziękowania za to należą się Krukowskiemu, Protasowi, Syczowi, Cichoniowi i całej tej szajce… ale miało być o Krukowskim…           

A więc jako doktor nauk ekonomicznych jako swój atut przedstawia znajomość zagadnień związanych z pisaniem projektów o pozyskanie funduszy europejskich. Ciekawe. Myślałem, że doktor ekonomii w Katedrze Organizacji i Zarządzania UWM powinien wiedzieć, że od takich rzeczy ma się kompetentnych ludzi.            

Pikanterii artykułowi dodaje wypowiedź profesor socjologii, Leny Kolarskiej-Bobińskiej:

„Samo poparcie partii to jeszcze mało. Teraz dużo zależy od tego, jak kandydat odnajdzie się w kampanii i zaprezentuje wyborcom”.

Naprawdę?! Bardzo uczone słowa! Trzeba być profesorem socjologii, żeby na to wpaść.

I dodaje: „Może być postrzegany jako osoba nieuwikłana w partyjne i lokalne powiązania. To, że Platforma stawia na nowego człowieka, może też świadczyć o braku zaufania do lokalnych działaczy.”

No co Pani profesor nie powie…

20:46, ksiaze_olsztyn
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2